Mówiłam, że jak ja podróżuję, to zawsze z przygodami :D
Lotnisko w Kopenhadze jest zadziwiająco blisko centrum, a nie na jakichś głębokich peryferiach, jak to zazwyczaj bywa. Najszybciej i najłatwiej jest się tam dostać metrem i taki też był mój plan. Jakież było moje zdziwienie, gdy zeszłam na peron i zobaczyłam, że pociągi nagle kursują do innych stacji i żaden nie jedzie na lotnisko! Dopiero gdy wsłuchałam się w komunikaty i zaczepiłam kogoś, prosząc o wyjaśnienie, dowiedziałam się, że owszem, metro jedzie do stacji końcowej Lufthavn, ale z przesiadką w Øresund. Jak się okazało to jest pierwsza odkryta stacja tzn. tam właśnie metro wyjeżdża z tunelu i dalej jedzie już odkrytym korytarzem. Więc całkiem mądrze to wykombinowali, bo w ten sposób opóźnienia były tylko na tych końcowych naziemnych odcinkach, a w części podziemnej, gdzie śnieg nie zasypał torów, metro kursowało w miarę przyzwoicie.
Odprawić musiałam się sama. Pierwszy raz mi się coś takiego trafiło, ale cała procedura sprowadzała się do zeskanowania biletu w bankomatopodobnej maszynie, która wydrukowała mi kartę pokładową i naklejkę na bagaż - proste i bezstresowe.
Lotnisko dobrze oznakowane, nikogo o nic nie musiałam pytać, wszędzie trafiłam po kolei.
Tylko jak już się przeprawiłam przez kontrolę itp. to na tablicy odlotów zaczęły się pojawiać opóźnienia. Lot do Krakowa: 1h 20min. Nic to, było gdzie usiąść, więc włączyłam mp3 i tylko co jakiś czas spoglądałam na tablicę. Opóźnienie zrobiło się jeszcze większe, kiedy już wsiedliśmy, bo samolot czekał dość długo na zatankowanie (ekipy techniczne miały problem z poruszaniem się po lotnisku) i pozwolenie na wylot (korki się zrobiły w powietrzu).
W ogóle to miałam wrażenie, że cały ciężki sprzęt, jaki tylko posiadali, rzucili na to lotnisko, a i tak nie radzili sobie ze śniegiem. No ale dla nich to jakaś zima stulecia, którą na pewno zapamiętają na długo - i tak dobrze, że samoloty w ogóle latały w tej śnieżycy. Za to w Krakowie wszystkie pasy czarne, zero problemów.
Maszyna losująca wybrała mi miejsce przy oknie, z czego byłam bardzo zadowolona, jak widać zresztą:
Witamy w domu :D
OdpowiedzUsuń:) ładnie ładnie - same przygody :) notabene fajne rzeczy jak samoodprawa. Ostatnio, chyba Krzysiek, opowiadał o samoobsługowych kasach w jakimś sklepie w Bonarce - niedługo wszystko będziemy się sami obsługiwali :P
OdpowiedzUsuńA jeśli chodzi o zimę, to jest chyba wszędzie dookoła tylko nie w Krku. Na wschodzie - wieści dochodzą do mnie z domu, że zimno tam wszędzie i śniegu tyle, że ciężko wyjść z domu. Na zachodzie jak widać także. A tylko u nas mróz trzyma i 5 cm warstwa śniegu od miesiąca leży ;)
Lotu zazdroszczę!
I do zobaczenia po sesji jakoś:) jak będziesz w Krku w drugiej połowie lutego to dawaj znać!
No w Danii kasy samoobsługowe są w zasadzie w każdym większym sklepie. Na początku myślałam, że w nich można tylko kartą płacić, ale okazało się, że gotówkę też przyjmują - ale w końcu nie miałam okazji przetestować, jakoś wolę tradycyjne ;)
OdpowiedzUsuńLot był super; niby pogoda taka, że jakichś turbulencji itp. się spodziewałam, a leciało się gładko i widoczki piękne :)
Jak dobrze pójdzie, to za kilka dni wprowadzam się do akademika - pójdziemy na sanki do parku Jordana? :D
Jeśli takowe posiadasz - jasne :) albo na łyżły! póki co jeszcze w tym roku się nie zebrałam, żeby pojeździć.
OdpowiedzUsuńSanki są w Kole SMP, można wypożyczyć w każdej chwili, nie ma problemu :)
OdpowiedzUsuńŁyżwy niestety gdzieś mi przepadły podczas którejś przeprowadzki...