Zimowe szaleństwo w Kopenhadze nadal trwa. A nawet ma się lepiej, bo lekki mróz trzyma, ale śnieg nie sypie. Jeziorka są odśnieżone i łyżwiarze (zresztą nie tylko oni) szaleją. Ja się zastanawiam, skąd ich tyle tu - no bo skąd oni nagle wzięli łyżwy, skoro taka zima, że jeździć można, to się tutaj zdarza raz na kilka lat?
Lodu nie ma tylko na najbardziej północnym kawałku najbradziej wysuniętego na północ jeziorka. Pewnie je rozbijają co noc, bo samo z siebie raczej by się nie utrzymało. Tam też oczywiście zgromadziły się wszystkie łabędzie, kaczki, mewy, gołębie itd. i karmiące je rodziny z dziećmi.
Postanowiłam sobie urozmaicić moją standardową ścieżkę dźwiękową do joggingu, bo nie chciałam się zanudzić przez te półtorej godziny. Padło na
Twilight(tak, ten
Twilight- Edward/Robert, Bella, wampiry itd.). I co? I super! Dawno tak świetnej składanki nie słyszałam. Jako podkład do biegania nadaje się idealnie, bardzo energetyzująca.
Chociaż pewna kwestia wymaga wyjaśnienia: otóż istnieją dwa albumy, które można wziąć za ścieżkę dźwiękową do tego filmu. Pierwszy, figurujący pod nazwą
Twilight, The Score, to praktycznie dokładne odwzorowanie podkładu muzycznego z filmu. Drugi,
Twilight OST, to zestaw piosenek, których melodie przewijają się przez pierwszą płytę. W dodatku edycja exclusive zawiera kilka piosenek w wersji akustycznej albo na żywo. No zakochałam się po prostu - kto by pomyślał...?
A sam pomysł rozdzielenia zasadniczej ścieżki dźwiękowej od muzyki filmowej bardzo przypadł mi do gustu. Bo czasem jest tylko myzyka, kiedy ja szukam piosenek; a czasem są piosenki, kiedy ja chcę tylko podkład. A tu mam oba i mogę sobię wybrać to, na co akurat mam ochotę.
Jeden ze spokojniejszych kawałków,
Eyes On Fire, Blue Foundation:
A wieczorem wpadła Weronika i postanowiłyśmy pójść za ciosem i obejrzeć
Twilight. No co...? Ja mam sesję, trzeba mi wybaczyć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz