A zaczęło się od żartów, że te 5km dziennie to już dystans większy niż minimaraton krakowski (1/10 maratonu ~ 4,2km) i że może w takim razie w tym roku go pobiegnę. Na co Jaccus zauważył (całkiem słusznie, zresztą), że skoro tyle biegam na codzień, to to żadne wyzwanie. I że dlaczego nie pełny maraton? No pełny maraton brzmi dla mnie trochę przerażająco, więc zaczęłam szukać ćwierć- albo półmaratonu; ale w Krakowie jest tylko pełny albo w wersji mini. Więc poczytałam sobie ostatnio o tym, jak należy się przygotowywać do maratonu, no i zobaczymy.
Mówiłam już, że standardem są w Kopenhadze biegacze z wózkami. Właśnie dołączyli do nich łyżwiarze. Jeziorka zamarznięte dalej, ludzie jeżdżą po nich, spacerują, chodzą z psami, bawią się z dziećmi - no wariują po prostu; chyba rzeczywiście dawno zimy nie widzieli. No i wśród tych spacerowiczów dało się zauważyć ludzi na łyżwach popychających wózki dziecięce. Był też łyżwiarz z latawcem o kształcie małej paralotni, która go po lodzie przeciągała. Szaleństwo.
Wreszcie wieczór erasmusowy u mnie. Zaraziłam dziewczyny miłością do Woody'ego Allena, więc dziś był
Scoop. Miła odmiana po ostatnich zwariowanych
Annie Halli
Everything You Always Wanted to Know About Sex But Were Afraid to Ask. Dziwna rola jak na Scarlett Johansson (roztrzepana nastolatka), ale w sumie dobrze, że radzi sobie nie tylko jako femme fatale.
Simone narzeka strasznie, że obie z Weroniką wyjeżdżamy i to już niedługo - uświadomiła nam, że właściwie zostały tylko dwa tygodnie. Ona sama zostaje do końca roku, a może i na kolejny rok akademicki.
Ja też żałuję, że już niedługo będę musiała zostawić Kopenhagę. Ale też i cieszę się, że wracam do Krakowa. Więc do zobaczenia tam - już niedługo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz