Strony

niedziela, 17 stycznia 2010

Test10km: passed!!

Pierwszy test przygotowawczy do maratonu zaliczony. Dziś obiegłam wszystkie pięć jeziorek (zamiast standardowych dwóch), co daje prawie 10km. Bez szarżowania, spokojnym truchtem - w końcu nigdy w życiu takiego dystansu nie robiłam. Ale jak widać da się. Gdzieś w okolicach drugiego, trzeciego kilometra włącza mi się bieg mogę tak w nieskończoność i - jak pokazał dzisiejszy test - taki stan się utrzymuje co najmniej do dziesiątego kilometra. Chociaż dzień nie najlepszy sobie wybrałam akurat, bo dalej mróz i szaro, a do tego jeszcze wieje.

A zaczęło się od żartów, że te 5km dziennie to już dystans większy niż minimaraton krakowski (1/10 maratonu ~ 4,2km) i że może w takim razie w tym roku go pobiegnę. Na co Jaccus zauważył (całkiem słusznie, zresztą), że skoro tyle biegam na codzień, to to żadne wyzwanie. I że dlaczego nie pełny maraton? No pełny maraton brzmi dla mnie trochę przerażająco, więc zaczęłam szukać ćwierć- albo półmaratonu; ale w Krakowie jest tylko pełny albo w wersji mini. Więc poczytałam sobie ostatnio o tym, jak należy się przygotowywać do maratonu, no i zobaczymy.

Mówiłam już, że standardem są w Kopenhadze biegacze z wózkami. Właśnie dołączyli do nich łyżwiarze. Jeziorka zamarznięte dalej, ludzie jeżdżą po nich, spacerują, chodzą z psami, bawią się z dziećmi - no wariują po prostu; chyba rzeczywiście dawno zimy nie widzieli. No i wśród tych spacerowiczów dało się zauważyć ludzi na łyżwach popychających wózki dziecięce. Był też łyżwiarz z latawcem o kształcie małej paralotni, która go po lodzie przeciągała. Szaleństwo.

Wreszcie wieczór erasmusowy u mnie. Zaraziłam dziewczyny miłością do Woody'ego Allena, więc dziś był Scoop. Miła odmiana po ostatnich zwariowanych Annie Hall i Everything You Always Wanted to Know About Sex But Were Afraid to Ask. Dziwna rola jak na Scarlett Johansson (roztrzepana nastolatka), ale w sumie dobrze, że radzi sobie nie tylko jako femme fatale.
Simone narzeka strasznie, że obie z Weroniką wyjeżdżamy i to już niedługo - uświadomiła nam, że właściwie zostały tylko dwa tygodnie. Ona sama zostaje do końca roku, a może i na kolejny rok akademicki.
Ja też żałuję, że już niedługo będę musiała zostawić Kopenhagę. Ale też i cieszę się, że wracam do Krakowa. Więc do zobaczenia tam - już niedługo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz