Strony

wtorek, 19 stycznia 2010

Polsko-chińskie o resztach

Rany, myślałam (miałam nadzieję), że już nigdy (nigdy, przenigdy) o twierdzeniu chińskim o resztach (równie dobrze mogłoby być po chińsku - studenci i tak tyle samo by rozumieli) nie usłyszę. Aż tu uroczy pan profesor stwierdził, że zostały nam dwa wykłady, z którymi nie bardzo jest co zrobić, więc w takim razie poznamy nowe klasy języków na przykładzie kryptografii: jakieś algorytmy probabilistyczne, metoda klucza publicznego itp. A do tego oczywiście (oczywiście!) potrzebna jest powtórka z teorii liczb. No więc było chińskie o resztach i to w kilku wersjach.
Dlaczego, dlaczego jak grzeczny student erasmus nie poszłam dziś na wagary?!?

Wieczór dla odmiany mieszany polsko-polski. I naleśniki ze szpinakiem - całkiem, całkiem. To już jakiś fenomen jest, że zawsze jak robimy erasmusowe pancake party, to mamy najlepszą zabawę. Przy okazji nadrobiłam jedną z moich wiecznych zaległości filmowych, bo Weronika zaserwowała nam Misia. Jej, dawno nie przeżyłam dawki absurdu w tak dużym stężeniu. A potem moja genialna koleżanka postanowiła zakatować naszego kolegę losowo wybranym odcienkiem Sex and the City. Ale dzielny był i jakoś przeżył; podziwiam.

1 komentarz:

  1. :D katować [fhnhnfec (to pozdrowienia od Piotrka) ] kolegę "Sex and the City" :D to chyba musiało mu się podobać. Ostatnia moja sesja z tym serialem skończyła się po odcinku gdzie ta najstarsza (nie pamiętam jak się nazywa) pofarbowała sobie włosy... takie no... bo zaczeła siwieć. I rudo wyszło :P

    Także szybko do "Sex in the City" nie wrócę :D

    pozdrowienia z FAISU :))

    OdpowiedzUsuń