Strony

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Monday Live Jazz Session

Nadrabianie straconych kilometrów. Bo znowu jestem w kraju, gdzie jak ktoś ma ochotę pobiegać o dowolnej porze dnia czy nocy, to po prostu wychodzi na ulicę i ludzie nie gapią się na niego jak na kosmitę. Z czego oczywiście bardzo się cieszę, bo to motywujące niezmiernie jest.
Więc oczywiście poszłam biegać, o zachodzie słońca akurat (przypominam, że to wcale nie znaczy, że późno, bo ja na dalekiej północy obecnie przebywam ;). Jeziorka nadal zamarznięte i nawet jakieś dziewczyny na łyżwach tam jeździły, saneczkowiczów też mijałam.
Łatwo nie było, bo w Polsce tylko sporadycznie mi bieganie wychodziło, więc się odzwyczaiłam. Ale cóż, ani czasu (dwudniowe wycieczki do Krakowa), ani warunków (zasypane ścieżki) nie było. Tutaj też zresztą nie najlepiej, bo momentami zaspy piaskowo-śnieżne się potworzyły i biega się jak po plaży - niby to zdrowsze dla stawów, ale też bardziej męczące.

Wieczór w Blågårds. Dobra muzyka (jazz), jeszcze lepsze piwo (Limfjords Porter)... Mmmm... I mrrrr...

2 komentarze:

  1. Ha!Ha! :) dzisiaj udało mi się zmobilizować! Pokonałam Krowoderski Park - trochę musiałam śmieszne wyglądać co raz to ślizgając się na zaśnieżonej ścieżce - na szczęście dało się biegać bo był świeży śnieżek, a ludzie tamtędy często nie chodzą. No i ściganie się z psami:)

    a teraz wracać trzeba do nauki... miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje gratulacje! Tym bardziej, że to niezbyt dobry okres, żeby zaczynać - w lecie łatwiej; a potem jak zima przyjdzie, to już po prostu nie masz wyjścia :)

    OdpowiedzUsuń