Wczoraj spacerek dawno niewidzianymi plantami i okołorynkowymi uliczkami. Co prawda spacerowałam sobie tydzień wcześniej, oprowadzając erasmusów, ale to jednak nie to samo; inaczej jakoś, jak się tak idzie tylko i cieszy widokiem i towarzystwem, po prostu.
Ech, się stęskniłam. I nawet nie uświadamiałam sobie, jak bardzo się stęskniłam, dopóki nie wparowałam dziś na wykład do sympatycznego pana B. i nie zobaczyłam wszystkich, i nie przywitałam się, nie wyściskałam... Nawet za samym Krakowem tak nie tęskniłam jak za ludźmi, którzy tu zostali.
A w planach był tylko obiad z Andrzejem i kawa z Martą, ale jak spojrzałam na plan i zobaczyłam wykład z projektowania, to stwierdziłam, że zajrzę. Sądziłam, że pewnie i tak nikogo nie zastanę, bo pewnie się jeszcze nie pozjeżdżali po świętach, a tu taka niespodzianka! Bardzo miła niespodzianka :) I bardzo miły dzień, od rana do wieczora!
A teraz herbatka z miodkiem i aspirynka, bo trzeba się wykurować przed kolejnym wypadem.
Ja w swoim imieniu powiem, że strasznie fajnie, że wpadłaś na ten wykład :) i nie tylko dlatego, że odzywałaś się 20 razy więcej niż statystyczny student na wykładzie ;) to się widzimy we środę! :)
OdpowiedzUsuńDo zobaczenia jutro :)
OdpowiedzUsuń