Strony

czwartek, 7 stycznia 2010

Kraków. Po prostu.

Nie bardzo wiem, czy relacja powinna być z datą wczorajszą czy dzisiejszą, bo wczorajszy dzień zakończył się dziś około godziny 5 rano... A było tak:
Podróż do
Kierowca w busie słuchał Polskiego Radia! Dojechaliśmy już do Alwernii, kiedy zjechał nagle i zaczął rozmowę z kierowcą busa jadącego z naprzeciwka (treści nie słyszałam). W efekcie tych pogaduszek nasz bus zawrócił, ale po chwili skręcił, kierując się bocznymi drogami w mniej więcej prawidłowym kierunku. Domyśliłam się, że pewnie po drodze był jakiś wypadek, który właśnie omijamy. I rzeczywiście, gdy wracaliśmy na główną trasę, mijaliśmy policję.
Popołudnie
Przypomniałam sobie, jak stołówki wyglądają i jak smakują stołówkowe obiadki - całkiem niezłe nawet. Zobaczyłam na wydziale kilka dawno niewidzianych twarzy.

A potem poznawałam Kraków na nowo, a konkretnie to krakowskie knajpy. Pierwszy starzał okazał się chybiony, bo lokal był akurat w remoncie, ale już drugi był trafiony. I to całkiem nieźle: Młoda Nowa Polska na Stolarskiej - przyjemny lokal, dobra muzyka, całkiem niezłe grzane piwo.
Dygresja piwna
Ponieważ zdążyłam się już rozsmakować w duńskich piwach, to teraz w Polsce zrobiłam się grymaśna i kręcę nosem na każde. Zresztą tutaj w standardowej knajpie jest wybór między jednym pilsnerem a drugim, a ja już przywykłam, że za ladą prawdziwa stoi kolekcja i aż ciężko się zdecydować, czy dziś lepszy będzie dark lager czy może brown ale... Za to grzańca Duńczycy nie znają, a w taką zimową pogodę to jest świetny sposób, żeby ze zwykłego piwa zrobić przysmak.
Wieczór
Bardzo przyjemny, spędzony w reprezentacyjnym towarzystwie IV (przynajmniej w teorii) roku IS. Trochę nadrobiłam zaległości towarzyskie, zorientowałam się w aktualnych tematach/problemach/konfliktach.
A jak już ci najbardziej wytrwali byli po trzech piwach, to zaczęli się mocno interesować, skąd się wzięła czerwona róża, z którą przyszłam (ci mniej wytrwali zmyli się niestety prędko i nie doczekali nawet do czasu pojedynków bilardowych; a te były gorące, bo aż drzazgi się sypały - dosłownie). Efekt: już nigdy więcej nie dam się naciągnąć na żadne 10 pytań i tym podobne zabawy, bo to bywa niebezpieczne... Na szczęście pomysł zgadywania inicjału algorytmem połówkowym przyszedł zbyt późno, kiedy już połowa pytań była wykorzystana :D

A oto i przyczyna całego zamieszania:


Dygresja techniczna
Próbując przesłać to zdjęcie, pół dnia nie mogłam zrozumieć, dlaczego nagle mój telefon i komputer przestały się rozumieć i nie chcą się dogadać przez bluetooth. Dopiero po długich a ciężkich zmaganiach umysłowych wpadłam na genialny pomysł, żeby włączyć bezprzewodówkę w laptopie... Tak jestem genialna. Ale usprawiedliwia mnie nieco fakt, że zazwyczaj nigdy jej nie wyłączam i jest to stan niezwykły, a spowodowany pobytem u rodziców i podszywaniem mojego laptopa pod ich komputer, aby internet w kabelku płynął swobodnie.
Noc
U Marty, nieprzespana, bo się nagadać nie mogłyśmy. Ale cóż, następna taka okazja będzie nie wcześniej jak za miesiąc, a może i dwa, więc trzeba było skorzystać. Obgadałyśmy wszystko i wszystkich, wymieniłyśmy plotki i opowieści z ostatniego pół roku co najmniej. Tego mi było trzeba. A Marta nawet sobie konto facebookowe o trzeciej w nocy zakładała, żeby tylko się dowiedzieć, od kogo była różyczka. No i zgadła w końcu, uparciuch jeden.
Podróż z
Kierowca w busie słuchał RMF-u... W połowie trasy zjechał w boczną drogę na Mętków, kierując się w stronę Oświęcimia. I znowu przy wyjeździe na główną trasę, stała policja. Kolejny wypadek...? W każdym bądź razie znów ominęliśmy i żadnych komplikacji nie było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz