Ja chyba jestem jakaś lewoskrętna, a Duńczycy prawoskętni, czy coś... Dlaczego czuję się, jakbym zawsze biegała pod prąd? Dziś pierwszy raz od nie-wiem-kiedy zdarzyło się, że spotkałam osobę biegnącą w tym samym kierunku co ja. (I przy okazji jeszcze dwóch bigaczy z wózkami dziecięcymi i dziećmi w środku - to naprawdę imponujące). A może to jakaś niepisana umowa, o której ja nie mam pojęcia...?
Przy okazji, to biegam już jakąś 1/10 maratonu - czyli na minimaraton krakowski się już łapię.
A wieczorem spacerek, który docelowo miał się skończyć w obserwatorium astronomicznym na Okrągłej Wieży (otwarte dwa wieczory w tygodniu), ale tak mnie zaabsorbowało robienie zdjęć nocnych, że w końcu tam nie dotarłam. To akurat jedno z przedwczorajszyjszych, ale dziś wyszły podobne:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz