Lubię filmy pod hasłem co by było gdyby..., w rodzaju
Biegnij, Lola, biegnijalbo
Przypadkowa dziewczyna. Właśnie zastanawiałam się, gdzie i kiedy zaczął się ciąg przypadków, który doprowadził do tego dnia tzn. do tego, że ten dzień wyglądał tak jak wyglądał, czyli dosyć ekstraordynaryjnie - i to chyba nie tylko jak na moje mało libaralne standardy. I czy jakiś drobny szczegół gdzieś kiedyś mógł sprawić, że wyglądałby całkiem inaczej.
Ale nie wygladał.
I dobrze mi z tym.
Kraków w każdym bądź razie piękny, zimowy; a przynajmniej tak mnie przywitał wczoraj rano, bo wieczorem przyszła odwilż.
Więc pooglądałam sobie trochę Kraków, pospacerowałam, pozachowywałam jak rasowa turystka, pstrykając zdjęcia wszędzie i wszystkiemu. Popodziwiałam Rondo Mogilskie po remoncie - może wreszcie zapamiętam, które to. Na pewno zapamiętam. Następny krok to przestać mylić Grzegórzeckie z Grunwaldzkim (może dodam do postanowień noworocznych).
Odwiedziłam wydział, poplotkowałam z paniami z sekretariatu (ale krótko, bo non stop jacyś pro-, vice- albo prof. czy dr. tam wpadali w przeróżnych sprawach). Poopowiadałam, jak to w Danii jest dobrze nie tylko studentom, ale pracownikom biurowym też - przez cztery miesiące jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym musiała osobiście sekretriat odwiedzić, więc sekretarki mają tam luzy.
Pan doktor w przychodni uniwersyteckiej jest moim idolem: jak dostałam receptę, to się pytam, czy są jakieś przeciwwskazania albo zalecenia odnośnie leku; a on mi na to, że przeciwwskazaniem jest powrót do Polski (wcześniej się wypytywał, jak mi się podoba w Danii).
Uwielbiam go - szkoda tylko, że nie ja jedna i zawsze kolejki się do niego ustawiają, ech...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz