Naprawdę dość już miałam czytania na komputerze. Ale cóż było zrobić? Miałam do wyboru to albo totalny odwyk od literatury (przynajmniej polskojęzycznej), bo jeśli chciałabym zabrać do Danii zapas książek na pięć miesięcy, to nie zmieściłabym się w żadnym, nawet najbardziej liberalnym limicie na nadbagaż...
A rzeczona lektura ma poza swoim niekwestionowanym prawem do definicji prawdziwej książki także inne zalety, a to:
- autora, którego już bardzo polubiłam przy Cyklu barokowym, posiadającego niesamowitą wyobraźnię, wiedzę i odwagę do łączenia tychże (która to kombinacja daje w efekcie dzieła z gatunku przeze mnie ulubionego, acz trudnego do zdefiniowania)
- objętość prawie tysiącstronicową, co oznacza, że ma szanse zająć mnie nawet na kilka dni
Perfekcyjnej niedoskonałościJacka Dukaja i
Imienia RóżyUmberto Eco - czyli rewelacyjnie.
Co oznacza, że przepadłam i świąteczne wypieki stoją pod znakiem zapytania.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz