Za to za kinem stęskniłam się bardzo. W Danii pójście na koncert to mniejszy wydatek niż wypad do kina (sic!), przez co oczywiście mam zaległości w edukacji filmowej.
Przed wyjazdem zdążyłam jednak zobaczyć kilka wielkoekranowych premier, więc wzorem Aggie krótkie zestawienie tych fajniejszych:
Bracia Karamazow
(na filmy Petra Zelenki mogę chodzić w ciemno, nieważne czy to komedie, czy inne)Wojna domowa
(Colin Firth, ach! a oprócz niego cała plejada brytyjskich aktorów na dokłądkę)Vicky Cristina Barcelona
(Woody Allen bez Woodego Allena w roli głównej)Star Trek
(nie mogłam przegapić, zwłaszcza, że poprzednie 10 części obejrzałam na krótko przed premierą najnowszej)Epoka lodowcowa 3
Załoga G
(wszystkie fajne sceny i zabawne teksty zostały wykorzystane w trailerze i na film już nic nie zostało; dobrze, że chociaż futerkowce ładnie zaanimowane)Coco avant Chanel
(po prostu spodziewałam się więcej)Spirit
(nawet jako parodiaSin City
robi marne wrażenie)Ile waży koń trojański
(pan Machulski przyzwyczaił mnie do czegoś lepszego, chociaż kilka smaczków było)
Księżniczka i żaba
(klasyczny Disney 2D!!)Rewers
Ostatnia akcja
Odlot
9
Antychryst
Parnassus
Ricky
Oprócz tego przypomniałam sobie trochę klasyków, które mogę oglądać wciąż i wciąż, a to:
Kiedy Harry poznał Sally,
Don Juan de Marco,
Leon zawodowiecitp; wygrzebałam gdzieś nawet moją ukochaną baśń filmową z dzieciństwa z Catherine Deneuve,
Ośla Skórka. Dłuższy pobyt za granicą chyba sprawia, że człowiek robi się sentymentalny...
W każdym bądź razie z niecierpliwością czekam na premiery roku 2010, a wszególności
Alicję w Krainie CzarówTima Burtona czy
Robin HoodaRidleya Scotta. Mniam.
"Coco Chanel" - nie oglądałam właśnie, a chciałabym. Szkoda, że średnio wypadł. Ale pewnie coś ala "Księżna" (widziałaś może?)
OdpowiedzUsuń"Wojna domowa" - nawet nie spotkałam się z tym filmem, a Colina tak lubię. Muszę dopisać go do listy oczekiwanej.
I również nie mogę się doczekać Robina Hooda i Alicji. W ogóle bardzo mnie rozbawiło jak się dowiedziałam, że po raz N-ty głównym bohaterem filmu Ridley'a jest Crowe:)
Z "Coco Chanel" coś było nie tak, ale nie bardzo wiem co... Audrey Tautou miała fajną rolę, taką inną, poważną, ale czegoś w tym filmie brakowało.
OdpowiedzUsuń"Wojna domowa" to kolejny przykład genialnego tłumaczenia, bo oryginalny tytuł brzmi "Easy virtue". A film rewelacyjny pod względem kreacji aktorskich. Pod innymi względami też, niebanalny, czasem wręcz groteskowy :) No i tango w wykonaniu Jessica Biel + Colin Firth...
Tłumaczenie tytułów! O tym można by było komedię napisać. Bo czasem naprawdę mnie zastanawia dlaczego tak a nie inaczej brzmią tytuły. Np. "Becoming Jane" - "Zakochana Jane", albo moje ulubione: "Touching the void" - "Czekając na Joe" :D z resztą z "500 days of Summer" też się nie popisali. Wszystko byleby "miłość" miało w tytule.
OdpowiedzUsuńMój ulubiony kwiatek to "IQ" przetłumaczone na "Narzeczona dla geniusza" :D
OdpowiedzUsuńA myślałby kto, że to tylko takie dwie literki oznaczające inteligencje ;) Swoją drogą wyobraźnię trzeba też mieć chyba szeroką.
OdpowiedzUsuńAha, "Księżną" widziałam i porównanie niezłe - niby pomysł jakiś na scenariusz był, zagrane nie najgorzej, ale całość nie wyszła...
OdpowiedzUsuńA może to generalnie tak chodzi o filmy biograficzne... chociaż nie. "Piękny umysł" albo "Marzyciel" - tak samo biografie, a są naprawdę przykuwające. Moim skromnym zdaniem :) a nie sądzę, żeby w nich było więcej odstępstw od prawdy niż w "Księżnej" czy "Coco"...
OdpowiedzUsuń