Kocham moją uczelnię, a w szczególności mój wydział, to znaczy ludzi, to jest dziekna, prodziekanów i pełnomocników dziekana, koordynatorów i pracowników biurowych (a przynajmniej tych z tej listy, którzy bezpośrednio mają coś wspólnego z moimi studiami).
Ten wybuch przyjaznych uczuć spowodowany jest faktem, że pan B. (koordynator Erasmusa na WFAIS) po spawdzeniu mojego Learning Agreement uzgodnił z panem G. (pełnomocnik dziekana ds. IS), że skoro tutaj KU przyznaje 15 ECTSów za semestralny kurs Academic English, to mimo iż normalnie za cały czwarty rok dostałabym za angielski chyba 3 ECTS, to przepiszą mi całe 15.
Nie żebym nie zasłużyła - przez te pół roku zrobiłam chyba rzeczywiście więcej niż na całych studiach w czasie lektoratu; wymagania co do jakości esejów i częstotliwości ich pisania Paul miał naprawdę wygórowane, do tego co tydzień kilka lektur w postaci atykułów, raportów, monologów, opowiadań, książki...
No i jeszcze pani E. mi napisała, że sekretariat będzie czynny przed świętami, więc pozałatwiam, co mam do załatwienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz