Najczęściej w weekendy. W ostatnim tygodniu jedna w weekend, druga w środku tygodnia.
Zazwyczaj pod hasłem
korytarz na [0-8] piętrze. W ostatnim tygodniu ta weekendowa była dwa piętra nade mną, ale ta druga pod moimi drzwiami.
Przeważnie na drugi dzień jest bałagan, ale umiarkowany i długo nie trwa, zanim sprawcy zostaną zagonieni do sprzątania. W tym tygodniu bałagan umiarkowany bynajmniej nie był, a ślady imprezy można było śledzić przez wszystkie piętra.
Atrakcje dodatkowe: woda wylewająca w łazience. Rano zastaliśmy tam małą powódź, po południu było już naprawione. Ale następnego dnia to samo. Na dodatek akurat teraz zawieszony został na cały miesiąc serwis telefoniczny, więc za bardzo nie wiemy, do kogo dzwonić i gdzie zgłaszać problemy.
Wkurzyłyśmy się z Katją i zrobiłyśmy porządek w kuchni: wszelkie niepozmywane (od tygodnia albo i lepiej) garnki wylądowały w worku z adnotacją, że jeśli sytuacja się powtórzy, to następnym razem trafią prosto do kosza. Niestety jest parę osób na piętrze, dla których to jest pierwszy raz, kiedy mieszkają sami i chyba się jeszcze nie nauczyli zasad współżycia z innymi ludźmi. Pierwszy etap szkolenia, czyli grzeczna pogadanka w kuchni, którą kiedyś przeprowadziła Juliana, dała jakieś rezultaty, ale jeszcze nie do końca, więc tym razem przyszła pora na bardziej zdecydowane kroki.
Szacun. Trza być stanowczym. To jutro temu Panu co pali na przytanku to ja powiem. O!
OdpowiedzUsuńPowiedziałaś? ("Dzień dobry"...? :D )
OdpowiedzUsuńNie było go :] może mój wzrok dzień wcześniej go przeraził? :)
OdpowiedzUsuń