Z rozmaitości sklepowych:
- estragon po niderlandzku: dragon; z bazylią czy oregano na szczęście nie ma takich problemów;
- ceny tutejszych produktów nie spełniają reguły trójkąta - niektóre bardziej opłaca się kupować w mniejszych opakowaniach; człowiek stara się być ekonomiczny, a tu guzik; zwłaszcza dziwne wydaje mi się to w odniesieniu do piwa: lepiej kupować 0,33l aniżeli 05l - półlitrowa puszka to dla tubylców jakiś egzotyczny wynalazek i sporo się trzeba naszukać, żeby w ogóle takową znaleźć;
- Holendrzy jedzą tony szpinaku - żeby go kupić, trzeba się spieszyć i robić zakupy rano, bo po południu już nie ma...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz