Pierwsze seminarium zaliczone. Takie prawdziwe tzn. pod okiem trzech wykładowców, z których każdy słuchał, komentował i zadawał pytania. Miałam już kilka prezentacji po angielsku, ale nigdy przez tak dużą grupą i nigdy przed obcokrajowcami. W każdym bądź razie poszło nieźle.
Pierwszy kontakt z tubylcami, bo oprócz dziewczyny z Indonezji (o przeuroczym nazwisku Sundaypink) w grupie miałam jeszcze tutejszego studenta. Pracowało się razem całkiem sympatycznie, chociaż w większości wirtualnie - przez czat i współdzielone dokumenty.

No to fajnie, że dobrze idzie :) Ja jeszcze udziału w żadnym seminarium nie brałem, więc w sumie to nie wiem, czy to duży sukces, czy sukces ;) Powodzenia!
OdpowiedzUsuńNie masz czego żałować, seminaria to jedne z bardziej znienawidzonych przez studentów zajęć ;) A odsypiałam to wiekopomne wydarzenie 12 godzin...
OdpowiedzUsuńCześc Karolino, świetny blog prowadziz, mam nadzieje że się nie obrazisz jak poczytam i pokomentuję! Aż zazdroszczę wykładów u profesora Tanenbauma i pewnie porządnych ćwiczeń :) Będzie jedna osoba IF z Ciebie która będzie wiedziała lepiej niż ja, i można będzie popytać :) Kto wie, chętnie się wybiorę na erazmusa, zresztą amsterdam był z tego co kiedyś szukałem, chyba najfajniejszą pozycją w związku z światowej klasy kadrą a to systemów operacyjnych, kompilatorów i języków, nie to co u nas...
OdpowiedzUsuńToto seminarium było wirtualne?
Dziękuję, Witku :)
OdpowiedzUsuńZajęć u profesora Tanenbauma niestety mieć nie będę (nawet nie wiem, czy coś prowadzi, czy tylko 'sprawuje pieczę') - nie ta tematyka ;) Wybrałam kursy z zaawansowanej inżynierii oprogramowania (projektowanie zorientowane na usługi itp.).
Amsterdam nie jest, o ile się orientuję, na liście umów erasmusowych FAIS - najbliżej Utrecht.
Seminarium, niestety, jak najbardziej prawdziwe: prezentacja przed dość dużym gronem studentów. Ale przygotowania głównie były prowadzone przy użyciu googledocs :]
A, zgadza się był Utrecht, i żałowałem że nie było Amsterdamu. Zresztą pewnie byłby oblegany. No, ale ale mam nadzieje jeszcze o niego kiedyś zawadze.
OdpowiedzUsuńA seminarium czym prędzej tym lepiej, mniej stresu i trzeba się wdrożyć w aktywne życie akademickie.
Co do inżynierii oprogramowania, to ja mam inne mniemanie co się powinno rozumieć przez *inżynierię* oprogramowania. Bo sobie zawłaszono tą nazwę do raczej "projektowanie oprogramowania", "kierowanie projektami", itp. w dużej mierze nie nazwał bym tego inżynierią tak jak budowanie mostów, rakie kosmicznych czy procesorów. (choć i tam, jako duże projekty, jest niezbędne bardzo skomplikoane planowanie) Ale to moje zdanie. Już prędzej powinno sie nazywać, inżynieria projektowa.
@Witold Baryluk - wie pan, "inżynieria oprogramowania" to tylko literalne tłumaczenie terminu "software engineering", a tłumaczenia literalne, korzystające wyłącznie z pierwszej pozycji w słowniku, bywają kiepskie. Kiedyś posprzeczałem się z pewnym jegomościem, studentem WFAIS, a jakże, który opowiadał mi o "przeładowywaniu operatorów"; nawet miał książkę, w której tak pisano. Engineering, jak w software engineering, to "design and manufacture of complex products".
OdpowiedzUsuńPojęcie rzeczywiście mylące. Jest przecież na IS blok 'inżynierii oprogramowania', a w ramamach tegoż bloku przedmiot o identycznej nazwie (który rzeczywiście traktuje - albo przynajmniej powinien - o metodyce projektowania) i właśnie do tego chciałam nawiązać.
OdpowiedzUsuńGratulacje udanego seminarium :) Też miałam kilka tygodni temu pierwsze wystąpienie po angielsku przed większą publicznością, więc wiem, że to trudne.
OdpowiedzUsuń