z odsieczą w postaci towarzystwa oraz prowiantu(czyt. słodycze Wedel/Wawel - chociaż mówiłam, że tutejsze są całkiem niezłe, a za polskimi jeszcze się specjalnie nie stęskniłam; ale narzekać nie mam zamiaru).
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Muzeum Browaru Heinekena (nie żeby takie akuarat były priorytety - a przynajmniej nie tylko - po prostu inne były już zamknięte). Kiedy byłam tu poprzednio, nie udało mi się odwiedzić Heinekena, bo akuart był w remoncie. I, niestety, po dzisiejszym dniu muszę stwierdzić, że nie było specjalnie czego żałować - fajnie, ale bez rewelacji. Browar Carlsberga w Kopanhadze o niebo lepszy: ciekawsze ekspozycje i wystawy, więcej informacji i ogólnie lepiej zorganizowane i bogatsze. No i lepsza degustacja!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz