Zmierzchu.
A poważnie to spodobała mi się muzyka. Właśnie się zasłuchuję piosenkami z
Zaćmienia(część trzecia). Przeważnie nie lubię składanek, ale ta jest świetna, najlepsza, jaką słyszałam od roku, czyli od kiedy wciągnęła mnie muzyka z części pierwszej. To jakoś niecały rok temu było. Pamiętam, że przez całą zimę to była moja ulubiona muzyka do biegania; jakoś tak dobrze się komponowała z zamarznętymi kanałami i zaśnieżonymi ścieżkami.
I właśnie mija rok, odkąd zaczęłam biegać - gdzieś początkiem października 2009. Zastanawiałam się wtedy, czy wytrzymam tydzień, czy może dwa. Jak widać, dałam radę dwa... i nawet trochę więcej. I cieszyłam się jak głupia na każdy kolejny kilometr dodany do trasy. Od tamtego czasu przebiegłam ponad pół tysiąca kilometrów.
Ostatnio niestety trochę zaniedbałam jogging, ale w słusznej sprawie, tzn. na rzecz roweru. Niemniej jednak dalej uważam to za zaniedbanie, które trzeba naprawić.
"Kto biega, nie błądzi", czy jakoś tak to szło... ;) Biegaj jak najwięcej i czerp z tego przyjemność!
OdpowiedzUsuńPoczatek jak ze spotkania jakies grupy terapeutycznej :P
OdpowiedzUsuńTaki też był cel zamierzony, bo i z tego się powinno ludzi leczyć ;)
OdpowiedzUsuń