Wspominałam już, że specyfika prowadzenia zajęć nie wymaga od studentów częstego pojawiania się na uczelni. Skutek jest taki, że jeszcze nie czuję się tu jak u siebie. W Krakowie codziennie kilka godzin spędzałam na wydziale, okienka w kole naukowym albo w samorządzie, a moje altruistyczne (czyt. masochistyczne) zapędy sprawiały, że nawet w Collegium Novum tudzież jeszcze kilku innych budynkach uniwersyteckich można mnie było często spotkać. W Kopenhadze nie miałam wiele zajęć, ale Instytut Informatyki był malutki i w dodatku miał samoobsługową studencką kantynę, w której przynajmniej raz w tygodniu gotowaliśmy ze znajmomymi wspólne obiady, oglądaliśmy filmy itp. więc łatwo było się tam zaaklimatyzować. Tutaj jest inaczej: wielkie budynki, a do tego co tydzień mam zajęcia gdzie indziej - sala, którą nam przydzielili okazała się niewystarczająca, a nie było większej dostępnej w tym czasie przez cały semestr; problem został rozwiązany w ten sposób, że co tydzień mamy zajęcia w różnych salach na różnych wydziałach (a wystarczyło poczekać tydzień, aż się studenci wykruszą...). Ale to kwestia przyzwyczajenia, a mam przecież cały rok.
W związku z tymi cotygodniowymi zmianiami sal, dziś miałam zajęcia w głównym budynku uniwersyteckim. Miałam okazję sprawdzić swoją kondycję i przetestować pojemność płuc, bo zajęcia były na dwunastym piętrze, a kolejka do windy wyglądała na co najmniej dziesięciominutową, wybrałam więc schody. Na koniec przez prawie dziesięć minut szwendałam się, szukając roweru - zazwyczaj parkuję pod swoim wydziałem i staram się zawsze zostawiać rower mniej więcej w tym samym miejscu; natomiast pod głównym budynkiem rowerów stoją setki i trochę trwało, zanim odtworzyłam szlak prowadzący do tego właściwego stojaka.
Ależ to musi być fajne, takie szukanie igły w stogu siania (stogu igieł o_O). Szkoda, że u nas nie ma takiego miejsca, gdzie można tak miło z ludźmi z roku spędzać czas. Nawet nam ostatnio stół do ping ponga zastawili jakimiś skrzyniami, ze sprzętem przeróżnym :/ A to koło naukowe to dalej funkcjonuje? Wiem, że żaden ze mnie "naukowiec", ale fajnych ludzi zawsze warto poznać ;)
OdpowiedzUsuńFajne jak fajne... Jeśli doliczyć czas spędzony na lokalizowaniu roweru, to w zasadzie równie dobrze mogłabym chodzić na wydział spacerkiem, na jedno by wyszło ;)
OdpowiedzUsuńKoła istnieją, jest ich kilka. Jeśli jeszcze nie wiesz, gdzie jest SKIS, to najwyższa pora sprawdzić (podpowiem, że niedaleko od stołu pingpongowego) - zdaje się, że mój rocznik tam obecnie przejął władzę, więc powinno być wesoło :]