Błogosławione niech będą budynki użyteczności publicznej. Klimatyzowane budynki, dodajmy. Tudzież te zbudowane na tyle dawno temu, że mogą się pochwalić solidnymi, grubymi, izolującymi murami.
Taka, na przykład, Wojewódzka Biblioteka Publiczna na Rajskiej (tak, w taki upał wyjdaje się iście rajska). Zamiast gotować się w dusznym pokoju można spędzić dzień w czytelni i po kilku godzinach wyjść z gęsią skórką. Tylko problem z czytelnią jest taki, że obok jest wypożyczalnia, a ja nawet kiedy mam już wykorzystany limit książek, to dalej lubię wędrować sobie między regałami, oglądać, podczytywać i szukać ciekawostek.
Komary wyjątkowo długo czekały w tym roku, żeby mnie dopaść, ale wreszcie im się udało.
Nawet na siłowni śmiano się, że wykonuję nowe ćwiczenia - brzuszki z klaskaniem - bo ubijałam brzęczących mi nad głową krwiopijców.
Biega się ciężko. O dziesiątej wieczorem jeszcze nie jest na tyle dobrze, żeby dało się oddychać, a o siódmej rano już jest raczej źle. Mimo to czasem nawet mi się chce.
A propos klimatyzacji - czy to coś co koło Twojego akademika chuczy, to nie jest jakaś tam klimatyzacja?
OdpowiedzUsuńWczoraj wieczorem zasypiając, myślałam, że nie zasnę bo tak waliło gromami. A jednak zasnełam i obudziłam się po prawie 11 godzinach snu! :-) i tak rześko dzisiaj że ach! i Ceili dziś :-)
Nie mam pojęcia, co niby miałoby huczeć... Koło akademika, czy koło pokoju? - bo wtedy to może wentylator w kuchni :D
OdpowiedzUsuńJakoś się nie dziwię, że dobrze spałaś ;)