Bombardują mnie ostatnio z każdej strony określenia charyzmatyczna, niezależna, przebojowa itp. Wychodziłoby na to, że odrobinę przesadziłam z moją walką z wizerunkiem nieśmiałej, zakompleksionej i małomównej szarej myszki (no dobra, z tą małomównością to może akurat nie), na którą nikt nigdy nie zrwaca uwagi. Efekt jest zgoła nieoczekiwany, ale mimo wszystko wydaje mi się, że jednak zadowalający. W każdym bądź razie przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, o czym od jakiegoś czasu się przekonuję; zwłaszcza od powrotu z Kopenhagi, chociaż jeszcze przed wyjazdem też się zdarzało, ale na innej płaszczyźnie.
Z drugiej strony ciekawostka: nareszcie poznałam człowieka, który potrafi mi zrobić to, co ja zazwyczaj robię innym ludziom: patrzę (w oczy), słucham, patrzę, od czasu do czasu zadając jakieś pytanie... i magicznie sprawiam, że czują się coraz bardziej niepewnie, tracą wątek, gubią się. Nie powiem, zazwyczaj mam przy tym niezły ubaw, chociaż nie robię tego świadomie i dziwi mnie taka reakcja na okazywanie uwagi i zainteresowania; albo dziwiła do niedawna, dopóki sama czegoś podobnego nie doświadczyłam. Lekcja pokory.
Znam cię zbyt krótko, by móc stwierdzić, że nastąpiła zmiana wizerunku, ale szarą myszką to na pewno nie jesteś ;)
OdpowiedzUsuńZ drugiej strony, to ciekawa magia... Czyżby twoje oczy trafiły na godnego przeciwnika?
Niezależna. To zdecydowanie Ty :)
OdpowiedzUsuńI jeszcze mi się przypomniało 'wycofana', 'zdystansowana', ale z tym akurat prędzej się zgodzę :]
OdpowiedzUsuńCo do przeciwnika - niestety tak; albo na szczęście...?
Ja myślę, że ani na szczęście, ani niestety... Lekcja pokory, jak sama napisałaś ;)
OdpowiedzUsuń