No więc poszłam po Weronikę i dalej do akadmika, który jest tylko pięć minut od niej. Znalazłyśmy, weszłyśmy, wjechałyśmy na czwarte piętro i Weronika prowadzi mnie do drzwi tzw. common room - które są zamknięte...
To może trzecie. Na trzecim też nic, ale jakaś pani się przechadzała i Weronika pyta grzecznie, gdzie jest ten wspólny pokój. Odpowiedź:
Nie wiem. No to dalej:
Bo tam ma być impreza.... Na co kategoryczne:
Tu nie wolno robić żadnych imprez!! To jest hotel! Tu nie wolno urządzać imprez!!. Wycofałyśmy się pospiesznie do windy.
Hmmm, może to było szóste piętro. Na szóstym też nic. Ale spotkałyśmy dziewczynę i zapytana o common room odpowiedziała, że owszem za jakieś 20 minut może zaczną (było już wpół do dziesiątej, a miało się zacząć o dziewiątej). No to wróciłyśmy się do Weroniki na kawę, żeby tam nie sterczeć pod drzwiami jak idiotki i nie wpaść przypadkiem na rozdrażnioną starszą panią.
Weronika poszła z powrotem na imprezę, a ja z powrotem - do domu. No bo co to za porządki: zapraszają ludzi, a jak przychodzimy to nie dość, że nikogo nie ma, to jeszcze drzwi zamknięte. Poza tym jakoś nie miałam ochoty siedzieć tam do rana - nie mogli zacząć wcześniej? Obie zgodnie stwierdziłyśmy, że to za późno, bo człowiek przychodzi na imprezę się zabawić, a już na starcie jest zmęczony i śpiący... Bez sensu. Może jutro u Simone sobie powróżymy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz