No właśnie, bo znowu mam grzywkę. Co prawda ciut za długą, więc tak z boku jest i raczej się nie rzuca w oczy. Genralnie to fryzjer w Danii jest strasznie drogi (tzn. oczywiście wszystko jest drogie, ale strzyżenie wyjątkowo). Ale moje genialne koleżanki wyczaiły, że jest szkoła fryzjerska, w której można się całkiem tanio obciąć, robiąc przy tym za modela. Liczą sobie 50 (strzyżenie) albo 100 koron (z farbowaniem itp). Minus jest taki, że trwa to co najmniej dwie godziny, bo studenci jeszcze nie mają wprawy; co widać, jak się tam siedzi, bo wszyscy generalnie wiedzą, co robią, ale robią to bardzo powoli i starannie, z pietyzmem. A na końcu trzeba czekać, aż nauczyciel oceni efekty, wytknie kilka niewidzialnych wystających włosków i każe poprawić. Dla mnie to był w zasadzie relaks, że mogłam sobie dwie godzinki na fotelu posiedzieć, a ktoś się bawił moimi włosami. Konkretnie to bardzo sympatyczna młoda dziewczyna, która się tam już półtora roku uczy (nauka plus praktyka tam trwa w sumie cztery lata).
Lubię chodzić do fryzjera. Niestety grzywka wyszła ciut za długa, bo moja fryzjerka wyprostowała mi włosy, żeby lepiej widzieć strzyżenie, ale przez to włosy wydają się dłuższe i bałam się bardziej podcinać, żeby potem nie były za krótkie. No to i nie są.
A dziś z kolei brałam udział w laboratoryjnym eksperymencie ekonomicznym. W Instytucie Ekonomii zbierają chętnych studentów, sadzają w boksach przy komputerach i dzielą na zespoły - losowo, nikt nie wie, z kim jest; komunikować się oczywiście nie wolno. Zadanie polegało na klikaniu przez godzinę czerwony, niebieski albo wstrzymuję się, a celem było zdobycie jak największej liczby punktów, które dostawało się, jeśli grupa prawidłowo zgadła kolor. Należało wypracować jakąś wspólną strategię, opierając się tylko na tym, jak inni członkowie grupy głosowali w poprzednich rundach i znając pradopodobieństwo, że podane wskazówki są prawdziwe/fałszywe. A na zachętę na koniec za zdobyte punkty wypłacają jakieś nieduże pieniądze, żeby zmotywować ludzi do brania udziału. Ciekawe.
Kiedy skończyliśmy i czekaliśmy na wyniki, to dało się słyszeć od pana monitorującego ekperyment:
This is strange...I dalej:
Oh, shit!A potem szybki telefon, wyjaśnienia i odebrane instrukcje, co i jak naprawić. Na szczęście wyniki im nie przepadły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz