- mieszkanie: jest, zainstalowałam się
- uniwersytet: zlokalizowany
- wydział: jw.
- konto w banku: robi się
- rower: nabyty, jeździ, jeszcze nieukradziony
- jogging: raz, Amstel Park
- znajomi: są
- piwo: drogie, ale nie najgorsze
- ludzie: życzliwi
- pogoda: totalnie nieprzewidywalna, co było do przewidzenia
- absolutnie niezbędne rzeczy, których zapomniałam ze sobą przywieźć i dopiero na miejscu sobie o nich przypomniałam: brak (?!)
Nie mam jeszcze zajęć, co jest miłą niespodzianką. Wiedziałam, że pierwszy tydzień miał być przeznaczony na poznanie uczelni (plus zakwaterowanie, aklimatyzację, poznanie ludzi). Okazuje się, że drugi tydzień jest przeznaczony na zapoznanie z wydziałem, w związku z czym dziś odsiedziałam kolejne spotkanie organizacyjne, jednak tym razem tylko dla studentów mojego wydziału. Na koniec krótka wycieczka i oprowadzanie po budynku głównym i naszym wydziałowym - oba są wielkie i zgubiłam się już po pierwszym zakręcie; pamiętam, że gdzieś tam była biblioteka, kafeteria, różne biura... ale drogę do nich i tak będę musiała sobie wypracować sama.
Zastanawiałam się, gdzie ci wszyscy studenci trzymają rowery, bo jeszcze się rok akademicki nie zaczął, a już trudno jest znaleźć miejsce. No to się dowiedziałam dzisiaj: otóż pod głównym budynkiem jest podziemny parking - parking dla rowerów.
Zasłyszane (na dzisiejszym spotkaniu dla studentów międzynarodowych wydziału nauk ścisłych):
If you don't print, you can eat!
// a propos chipknip, czyli elektronicznej karty, którą płaci się dosłownie za wszystko m.in. właśnie za drukowanie w samoobsługowych punktach ksero albo za obiad w kafeteriiDo we all get a mentor?
Yes, you do.
What do we do with them?
// :DDo you celebrate Christmas?
// sami powiedzieli, że możemy pytać o wszystko...
---------------------------
* No, nie całkiem, w końcu i tak mam krótsze wakacje niż miałabym w Polsce. Hmmm, wygląda na to, że mam tendencję do wybierania krajów z fatalnym klimatem i kalendarzem.
Hehe, fajny pomysł z kartą, dzięki której płaci się za wszystko :) Bardzo mi się podoba. Cieszy mnie niezmiernie, że się zaaklimatyzowałaś. Nie umiem sobie wyobrazić parkingu tylko dla rowerów O_O I znajdź człowieku później swój.
OdpowiedzUsuń"- Gdzie masz rower?
- A tam za tym czerowono-zielonym, w dziesiątej alejce, po prawej stronie czwartego słupa, który ma ślady po hamowaniu, jak to Staszek nie wyrobił na zakręcie, i co Jolka tam cofała i też zderzak przyrysowała na nim. No wiesz, ten słup, co to na niego mówią, że jest chyba nawiedzony.
- ... "
Troszkę zazdroszczę Ci, ale i tez cały czas trzymam kciuki by wszystko szło dobrze :D
Dzięki.
OdpowiedzUsuńNo, a z rowerami mniej więcej tak to wygląda :] po prostu stojaki mają nie po 10 miejsc, a po 100 czy 200. Jak będę w centrum, to zrobię sesję największego parkingu przy dworcu centralnym, a póki co: http://picasaweb.google.com/lh/photo/GuvraTgqsiTfBxvcTtnsMg?feat=directlink
Co do wybierania miejsc z fatalnym klimatem - same here! Holandia, Szkocja, Seattle - nie wiem dlaczego ciągnie mnie do miejsc w których non stop pada,a ja niecierpię deszczu!
OdpowiedzUsuńNa szczęście, te które ja wybieram, mają też co zoferować w zamian: rowery, morze, atmosferę przyjazną dla obcokrajowców i dobre uczelnie :) Ale fakt, może kiedyś się przerzucimy na Hawaje, Włochy czy coś w tym rodzaju, tak dla odmiany...? :D
OdpowiedzUsuńheh też rozważałam zmianę na jakieś Hiszpanie czy Grecje, ale ja jednak nie przepadam za facetami południowcami :] Holendrzy są fajni i wysocy! Brytyjczycy mają sexy british akcent (no dobra, może Szkoci niekoniecznie ;) )
OdpowiedzUsuń