Wstałam rano, w sam raz, żeby pooglądać dość już zaawansowany, ale ciągle ładny wschód słońca. Po chwili: słoneczko dalej świeci, tyle że na wschodzie, bo nade mną pada. Ale szybko przestało, więc planowana pierwsza wycieczka rowerowa miała dojść do skutku.
Razem z Anną-Chiarą pojechałyśmy wzdłuż Amstel (rzeka, od której Amsterdam wziął nazwę) na północ. Ciepło, słonecznie, urokliwie: ptaki brodzą w kanałach, po rzece pływają załogi wioślarskie, wędkarze łowią itd. - no po prostu sielanka. W połowie drogi do centrum zaczęło grzmieć i padać. Tak znikąd, po prostu w momencie nadciągnęły ciemne chmury. Kiedy już całkiem zmokłyśmy (peleryna pomogła ochronić tylko górną połowę i plecak), zawróciłyśmy. A kiedy wróciłyśmy, przestało padać, wyszło słońce i znów było mniej więcej tak, jak wtedy kiedy wyjeżdżałyśmy - z tym jednym małym wyjątkiem, że my byłyśmy przemoczone. Najlepsze, że to był ostatni deszcz tego dnia, do wieczora na niebie tylko białe baranki.
Wnioski są takie, że trzeba się będzie przyzwyczaić do: jeżdżenia w glanach, każde inne buty przemokną; tłoku na ścieżkach rowerowych; śledzenia ścieżek, bo biegną bardzo różnie, czasem na przykład pod prąd ulicy jednokierunkowej.
Mam obok dwa spore kawałki zieleni, które planuję wykorzystać do biegania: Amstel Park i Amsterdamse Bos (Las Amsterdamski). Na pierwszy ogień poszedł park - jedno małe kółeczko i z powrotem, tak dla przetestowania zarówno terenu jak i mojej formy:
Pokaż Jogging w Amsterdamie na większej mapie
To znaczy tak ta trasa miała wyglądać, ale wyszło trochę inaczej, bo te ścieżki w parku były kręte i myślałam, że w końcu wybiegłam innym wyjściem niż to miałam w planach (wybiegłam właściwym, ale źle z niego skręciłam), i próbowałam naprostować... W rezultacie przez kilka minut biegałam w różnych kierunkach, usiłując się zorientować, w którą stronę na kampus. Trafić - trafiłam. No i zawsze to kilometr czy dwa więcej na liczniku.
Sporo ludzi biega, jest towarzystwo.
Jak na razie - poza dzisiejszym odizolowanym przypadkiem - chodzenie i jeżdzenie na azymut wychodzi mi całkiem nieźle, wszędzie trafiam bez mapy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz