Strony

czwartek, 26 sierpnia 2010

Dzień sportu

Poszukiwania roweru nadal trwają.

W centrum sportowym odbywały się dziś warsztaty sportowe. Pograłam w siatkówkę (!!), zahaczyłam o aerobik, ale na zumbę już się nie dałam namówić - to chyba też coś w rodzaju aerobiku, ale połączone z tańcem i wszystko w rytmach latynoamerykańskich, więc z moją koordynacją nie ma szans. Ogólnie bardzo fajnie i postanowiłam, że jeśli uda mi się dostać tanio [pojęcie względne] rower, to szarpnę się na karnet sportowy: 5 miesięcy, wstęp na treningi ze sportów zespołowych (w tym siatka, za którą strasznie się stęskniłam, z czego właśnie dziś zdałam sobie sprawę), różnych zajęć aerobowych i podobnych, trening biegowy i jeszcze kilka innych.
Na szczęście nakarmili nas po tym, jak nas zmęczyli, bo nie wiem, czy wszyscy mieliby siłę ugotować jakąś kolację. Barbecue dla wszystkich, którzy wcześniej wspólnie pocili się na sali (oczywiście z przerwą na prysznic pomiędzy).

Z krainy abstrakcji: skrzynka pocztowa. Jest. Po pierwsze: jest współdzielona, chyba z pięcioma, czy sześcioma moimi sąsiadami - po prostu do tej skrzynki przychodzi poczta nie na jednen a na pewien zakres numerów. Po drugie: skrzynka nie jest zamykana - to znaczy jest, ale bez żadnego kluczyka, każdy może otworzyć (każdy, kto może wejść do budynku, a więc raczej mieszkańcy).
I tu refleksja na temat nas, Polaków: u nas każdy od razu się oburzy i pomyśli, że A dlaczego tak? Przecież każdy może mi ukraść pocztę!. No ale teraz postawmy się w tej samej sytuacji, tylko z drugiej strony: ja też mogę sobie przywłaszczyć, przeczytać - i co tam jeszcze by mi nie przyszło do głowy - pocztę moich sąsiadów. No ale przecież tego nie zrobię! Więc dlaczego inni mieliby zrobić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz