Powitanie, takie oficjalne, więc znowu pozwiedzałam kampus, tym razem główny budynek. Prezentowali się ludzie z International Office, jakiś oficjel itd. Plus wykład o różnicach kulturowych, o tym, czego można się spodziewać po Holendrach i w ogóle co może czekać studenta, który ma zamieszkać w obcym kraju na dłuższy czas - czyli dla mnie nic nowego. W sumie fajne, ale ja (i pewnie więszkszość studentów) akurat przyszłam z nastawieniem, że to będzie krótka - raczej pół- aniżeli dwuipółgodzinna - formalna uroczystość.
Zbiegiem okoliczności, obok mnie usiadła właśnie ta dziewczyna, Polka, którą zauważyłam pierwszego dnia. Nazywa się Weronika i studiuje matematykę na Uniwersytecie Śląskim, a przyjechała tu w ramach tego samego programu, co ja.
Po spotkaniu poszłam na kiermasz używanych rowerów, ale nie wypatrzyłam nic rozsądnego (znowu przydała się karta ESN, bo to oni zorganizowali tę wyprzedaż); jutro spróbuję znowu.
Znalazłam duży supermarket, prawie po drodze na uczelnię, z przyzwoitymi cenami. Wygląda na to, że przepłacać będę tylko chleb - bo, owszem, da się znaleźć całkiem smaczny, taki z chrupiącą skórką, nie papierowy ani spulchniany, ale trzeba za niego sporo zapłacić. Za to standardowo są inne produkty, które z kolei w Polsce są droższe np. pesto. Poza tym ciężko się robi zakupy, kiedy trzeba pamiętać, że różnica 20 centów to więcej niż 20 groszy.
Zrobiłam sobie dziś wolne od imprez towarzyskich. Kiedyś w końcu trzeba odpocząć.
Przestawienie się na nową walutę chyba chwilkę trwa, nie? ale faktycznie chleb to jest rzecz za którą pierwszą mogłabym więcej zapłacić. Jak za ten chleb dyniowy w Kaufie :)
OdpowiedzUsuńMówiłam, że pyszny :] A właśnie znalazłam tu dość podobny :D
OdpowiedzUsuńA jak z cenami browarów w sklepach?
OdpowiedzUsuńJeszcze nie sprawdzałam, na razie tylko wychodziłam na piwo ;)
OdpowiedzUsuń