Strony

niedziela, 30 maja 2010

Maj się kończy...

Ktoś, kto pozwala sobie na organizowanie głośnych imprez plenerowych w bezpośrednim sąsiedztwie akademika i zaczyna te imprezy w sobotni poranek - godzina ósma - chyba nie jest świadom zagrożenia i fali przekleństw, które najprawdopodobniej ściąga sobie na głowę... Sama byłabym, delikatnie mówiąc, zła, gdyby nie fakt, że akurat wstałam jeszcze wcześniej.

Wiosna uderza mi ostatnio do głowy i to pomimo zgoła niewiosennej pogody. Wstaję skoro świt, chodzę z głową w chmurach i jestem w stanie permanentnego zakochania we wszystkim i wszystkich. W związku z czym popełniam głupotę za głupotą i odważam się na wyskoki, o które sama bym siebie nie podejrzewała. Może w końcu mi przejdzie. Ale w zasadzie mam nadzieję, że nie. Bo jednak gdy czegoś brak, to w tym stanie łatwiej to przegapić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz