Okazuje się, że do Skawiny z centrum Krakowa jest bliżej (czasowo) niż z obrzeży Krakowa do jego centrum - przynajmniej tak wynika z mojej dzisiejszej wycieczki i pamiętnych dojazdów z Prądnika.
A rozmowa z panią z HR okazała się być rzeczywiście sympatyczną rozmową.
Nie to co kolejna, która okazała się być serią testów, z których co jeden co lepszy. Pojechałam tam zmęczona (po pierwszej rozmowie - była miła, ale zawsze to jednak stres), głodna (nie zdążyłam zjeść obiadu w przerwie) i śpiąca (trzy godziny snu, więc padałam z nóg). Ledwo pamiętałam, żeby przed wyjściem kupić ołówek i pożyczyć kalkulator. Po teście numerycznym (dużo wykresów i tabelek i trzeba coś tam zawsze policzyć albo mądrze wywnioskować, że policzyć się nie da) i logicznym (o dziwo, nie obrazkowym a werbalnym) z siedmiu czy ośmiu osób wybrali trzy, a reszcie podziękowali. Ja niestety zostałam, więc czekało mnie jeszcze pisanie jakichś głupich rozprawek po angielsku - wątpię, żeby jakiekolwiek dwa słowa, które udało mi się sklecić, tam do siebie pasowały.
Teraz tylko czekanie.
I kolejne testy, kolejne rozmowy...
No ale zawsze to jakieś doświadczenie.
Rozprawki po angielsku hmhmhm musiało być ciekawie.... w zeszłym tygodniu pamiętam też jechałam do Rzeszowa pociągiem z przesiadką(co dało dodatkowy stres) po jakiś 4 godzinach snu i godziną na trafienie w Rzeszowie(w którym nigdy nie byłam, nie licząc przejazdem) z dworca do budynku Asseco :P oczywiście wymiękłam i wziełam taxi, bo nie doszłabym tam z plecakiem dużym i laptopem. Takie rozmowy są zdecydowanie najlepsze :-)
OdpowiedzUsuń