Strony

środa, 12 maja 2010

Kierunek: Amsterdam

Wczoraj dostałam maila, że chętnie mnie przyjmą na piąty rok studiów w Amsterdamie. Ucieszyć się ucieszyłam, oczywiście, ale bez przesady, bo wyjazd uzależniałam od otrzymania stypendium - z czegoś przecież to czesne (1700 euro, sic!) trzeba zapłacić. Więc się nastawiłam na kolejny miesiąc czekania na dezycję w sprawie stypendium, a tu mnie zaskoczyli i przysłali od razu. W dodatku decyzję pozytywną... Czyli jednak kolejna podróż się szykuje.

Już chyba odpoczęłam po maratonie, więc dosyć obijania się.
Uwielbiam biegać w deszczu. Większość ludzi w taką pogodę nie wychodzi, ale mnie chmury i burza wisząca w powietrzu wcale nie zniechęciły, a wręcz przeciwnie. I takie skrzywienie mi już chyba pozostanie na długo, bo za każdym razem jak na mnie kropi, to mi się przypominają początki: październik/listopad zeszłego roku i trasa przez cmentarz, do tego wiatr zawsze wiejący w twarz (nieważne, ile zakrętów po drodze i jaki kierunek akurat wypadał - wiatr się zawsze dopasowywał) i zacinający deszcz. Miło pomyśleć, że się nie zniechęciłam i dalej mnie to bawi.

2 komentarze:

  1. Nie wiedziałam, że deszcz potrafi być zabawny :-) Wolę jednak biegać szybko przed burzą a na deszcz patrzeć z balkonu. Domator jestem chyba.

    OdpowiedzUsuń
  2. No ja po prostu taki sentyment mam. Bo gdybym na początku nie biegała w deszczu, to nie mogłabym biegać w ogóle :D Więc się trochę z musu przyzwyczaiłam, a teraz wspominam z rozrzewnieniem :)

    OdpowiedzUsuń