Strony

środa, 31 marca 2010

Od Annasza do Kajfasza. I z powrotem.

Bilans ostatniego tygodnia:
  • + zmiana czasu
  • + deadline'y różne
  • + obowiązki, które wykonywać trzeba tylko raz na kwartał, ale ponieważ pierwszy kwartał się właśnie kończy, to wszystkie one zbiegły się w jednym czasie
  • + znajomi pojawiający się w Krakowie z okazji świąt, z którymi trzeba się spotkać, bo następna okazja będzie pewnie dopiero przy okazji kolejnych świąt
  • + ciekawe lektury
-------------------
= deficyt snu + totalny brak czasu wolnego

Od początku tego tygodnia każdą wolną chwilę spędzałam w sekretariacie, ewentualnie biegając po kolejnych piętrach wydziału w celu uzyskania niezbędnych podpisów i pieczątek na niezliczonej ilości dokumentów. Kiedy wczoraj po południu - po raz trzeci tego dnia - weszłam do sekretariatu, zapowiedziałam pani E., że jeśli się okaże, że brakuje mi jeszcze jakiejś parafki albo stempla, to ja się poddaję i rezygnuję.
No i sobie wykrakałam: okazało się, że owszem, brakuje - w związku z czym dziś znowu czekała mnie wycieczka na kampus... Cztery autobusy, tramwaj i na koniec jeszcze pociąg. A w pociągu wrażenie, że jestem w górach i właśnie weszłam na jakiś szczyt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz