Strony

niedziela, 14 marca 2010

Filmowo. Trójkowo.

3

Niedawno obejrzałam nowego Sherlocka Holmesa, który okazał się być miłym zaskoczeniem. Bo spodziewałam się totalnej szmiry i zamiast typowego detektywa Brytyjczyka jakiegoś zapijaczonego zapaśnika. A tu trailer wprowadził mnie w błąd i gdyby nie usilne namowy kolegi, który zapewniał mnie, że był do tego filmu tak samo krytycznie nastawiony jak ja, a jednak mu się podobało, to raczej bym się nie przemogła, żeby najnowsze dzieło Guya Ritchiego obejrzeć. Ale się zmusiłam i nie żałuję. O ile Jude'a Law uwielbiam, o tyle za Robertem Downeyem Juniorem nie przepadam i już on sam skutecznie mnie zniechęcał do obejrzenia najnowszego filmu o przygodach sławnego detektywa. Jednak obaj panowie świtnie sobie poradzili w klasycznym duecie Watson - Holmes. Zdjęcia, montaż i cała reszta też niczego sobie. W sumie całość do obejrzenia bez większych nieprzyjemności. Jak widać moje uprzedzenia były bezpodstawne.

2

Podobnie zaskoczyła mnie Alicja w Krainie Czarów. To znaczy zaskoczyła w ten sposób, że otrzymałam niedokładnie to, czego oczekiwałam. A spodziewałam się burtonowskiego czarnego humoru, świata na opak i jakiegoś elementu zaskoczenia. A był ładny, dobrze zagrany, nakręcony, zmontowany itd. film z dobrą muzyką i nieźle wykorzystaną techniką 3D (tzn. mnie się podobało, że nie starali się tego wcisnąć dosłownie wszędzie, a tylko w kilku scanach zaskakiwały wylatujące poza ekran ważki, motyle czy inne koniki). Czyli poprawnie, ale nic ponadto. Poza tym miałam wrażenie, że scenariusz trochę nie trzymał się razem, że film był zlepkiem pojedynczych scen powiązanych tylko nawiązaniami do oryginalnej historii Alicji. No i po obejrzeniu pozostał niedosyt - z tego filmu dałoby się wyciągnąć o wiele więcej; każda z postaci była ledwie zarysowana, nie miała czasu zaistnieć na ekranie. A mogło być tak pięknie...

Piosenka przynajmniej jest ok:


1

Zdecydowanym zwycięzcą w kategorii rozrywki kinowej jest Autor widmo Polańskiego. Wystarczy chyba powiedzieć, że ogląda się to jak Raport pelikana albo Teorię spisku - albo i lepiej! Nie trzeba dodawać, że świetnie się spisali Ewan McGregor, Pierce Brosnan i inni brytyjscy aktorzy; że muzyka klimatem przypominała tę z Dziewiątych wrót; że już od pierwszej sceny widz jest wciśnięty w fotel i czuje ten niesamowity klimat, i tylko czeka, kiedy coś się wydarzy; że mimo iż to sensacja, to skrzy się od ciętego humoru; że uważny obserwator doszuka się różnych dziwnych smaczków. Itd.

3 komentarze:

  1. Piosenka faktycznie ok :-) 2 ostatnie filmy bardzo chcę zobaczyć, może się uda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi tylko pozostal tylko Autor Widmo do zaliczenia i zastanawiam sie czy do kina czy poczekac na sciaganie :P

    OdpowiedzUsuń
  3. No, "Autora widmo" rzeczywiście można spokojnie w domu obejrzeć - pod warunkiem, że w spokoju i w skupieniu; najlepiej jeszcze przy jakiejś szlającej ulewie :D
    Niemniej jednak to była miła odmiana i cieszę się, że się wybrałam na niego do kina. Polecam.

    OdpowiedzUsuń