Jeszcze będąc w Kopenhadze, obiecałam sobie, że po powrocie do Krakowa będę go traktować tak, jak traktowałam Kopenhagę: odrobinę jak turystka, przypominając sobie niby-dobrze-znane-ale-trochę-już-zapomniane zaułki, uliczki, placyki, muzea... Że będę spacerować we dnie i w nocy i odkrywać na nowo stare miejsca.
A więc na początek spacer przez Rynek, Sienną i Sarowiślną, aż do Wisły. Przy okazji informuję, że lodów na Starowiślnej, mimo sprzyjającej pogody, jeszcze nie ma; i raczej nieprędko można się ich spodziewać, bo w lokalu chwilowo trwa remont.
Celem był kinoteatr Uciecha, a tam kameralny (mała, przytulna salka, szumiący projektor i 4 osoby na widowni) pokaz
Rewersu. Wow, chyba właśnie polubiłam Krystynę Jandę. O Agacie Buzek zawsze miałam wysokie mniemanie, ale teraz jeszcze urosła w moich oczach.
Z powrotem trasa przez Starowiślną, Mały i Duży Rynek, Karmelicką, aż do kina Mikro na
Wino truskawkowe, koprodukcję polsko-czeską. Trudno znaleźć słowa dla opisania tego filmu, ale opis producenta wydaje mi się w tym wypadku wyjątkowo akuratny:
To nie jest film o miłości, chociaż miłość jest w nim obecna. To nie jest komedia, chociaż bohaterowie mówią śmieszne rzeczy. To nie jest kryminał, chociaż główny bohater docieka, kto zabił.... To nie film obyczajowy, chociaż prowincja urzeka tu swoimi kolorami. To nie jest też musical, chociaż namiętna Lubica tańcem wyraża swoją tęsknotę. To także nie jest film o duchach, chociaż duch prowadzi pogawędki z bohaterem. Kilka łyków "Wina truskawkowego" wprowadza nas w magiczny świat prawdziwego środka Europy. Miłość, zbrodnia, pokuta są tu naturalnym składnikiem życia, jak pory roku, motyle, odlatujące ptaki czy nieprzerwany szum górskiego potoku.Sala Mikroffala, jeszcze bardziej kameralna, z fotelami salonowymi zamiast kinowych - podobnie jak Salon w Arsie.
Uwielbiam krakowskie kina studyjne. Wyjątki, czyli wycieczki do multipleksów, robię tylko dla hollywoodzkich produkcji, którym lepiej służy duży ekran, a nie ta wspaniała, kameralna atmosfera. Kocham je także dlatego, że tam zawsze znajdzie się coś dla takich spóźnialskich jak ja, którzy z różnych powodów mają do nadrobienia zaległości kinowe. Do tego na takich pokazach na widowni zazwyczaj są pasjonaci kina, a nie tłumy żądne (jakiejkolwiek) rozrywki i popcornu.
Bez pośpiechu. Tylko ja i Kraków: krakowskie kina, budynki, ulice, place, sklepy, przechodnie, turyści, uliczni artyści. I wiosna: wiatr we włosach, promienie słońca na twarzy; pogoda na niebie, na twarzach ludzi i w duszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz