W dodatku mieszkam w akademiku! Kwaterowanie poszło sprawnie i miło; to tylko we wrześniu jest jak na polu bitwy, kolejki, nerwy, zgubione skierowania itd. A teraz panie w administracji sobie siedzą i plotkują i nawet chyba są zadowolone, kiedy ktoś przychodzi i jakoś urozmaici im ten dzień.
Dostałam potrzebny ekwipunek (kołdra, koc, lampka, pościel itp.) od bardzo sympatycznego pana z magazynu, klucze (zgubienie których kosztować mnie może ponad 160zł, więc będę ich oczywiście baaardzo pilnować) oraz kartę mieszkańca od pani w administracji. Pani była niezwykle miła i pomocna, ale jeśli się nie mylę, to to dokładnie ta sama kobieta, od której dostałam w zeszłym roku straszny opieprz, gdy
przeze mnieskierowania dla pierwszego roku nie dotarły na czas do akademika.
Pokój na czwartym piętrze, w samym końcu korytarza, więc trochę chodzenia. Ale za to zaraz obok pokoju jest kuchnia, co jest jednocześnie zaletą i wadą: zaletą - bo blisko do gotowania, nie trzeba będzie nigdzie biegać i przypilnować łatwiej; wadą - bo inni też będą w te okolice gromadnie przychodzić. Pokój taki w sam raz na dwie osoby, nie za duży, ale też nie jakaś mała klitka. Miesca w szafach jest sporo, tylko oczywiście problem jest taki, że do połowy szafek nie mogę dosięgnąć.
Tylko internetu mi brakuje do szczęścia, ale nie zapowiada się, żeby coś się w tym kierunku szybko zmieniło, bo pan odpowiedzialny za te sprawy chwilowo jest na urlopie.
Współlokatorki nie zastałam - nie wiem, czy tylko gdzieś wyszła, czy wyjechała na weekend, czy może skończyła już sesję i w ogóle jej nie będzie do końca ferii... Sądząc po notatkach leżących na stoliku (coś o rozwoju człowieka) to obstawiałabym, że studiuje psychologię, antropologię, biologię lub coś w tym kierunku. Chyba jest blondynką, bo można trafić gdzieniegdzie na jakieś pałętające się pojedyncze jasne włosy. Trochę przeraża mnie zestaw co najmniej dziesięciu torebek wszelkich kształtów, kolorów i rozmiarów, wiszacy nad jej łóżkiem. No i zostawiła kaloryfer odkręcony na maksimum; było strasznie duszno i gorąco. Zobaczymy.
Oprócz kwaterowania, wiele innych spraw musiałam dziś załatwić. Na przykład przejść się do Collegium Novum odebrać mundurek ujotowy, w którym będę reklamować naszą Alma Mater na targach edukacyjnych w Rzeszowie. Oczywiście - jak zwykle! - ciuchów w rozmiarze S było za mało. Skompletowałam więc zestaw składający się z koszulki (rozmiar S), koszuli (rozmiar M), polara (rozmiar L) i apaszki (rozmiar uniwersalny). Tak jest co roku na każdej imprezie typu Dni Otwarte, Festiwal Nauki itd. Dlaczego oraganizatorzy nie mogą się wreszcie nauczyć, żebym odwrócić proporcje zamawianych rozmiarów?!?
Wieczorem byłam w kinie na
Avatarze. Nie zaszczycę tego wydarzenia kometarzem.
A więc jestem już w Krakowie, korzystam z jego uroków i atrakcji, nadrabiam zaległości i mieszkam sobie w akademiku z jakąś blond niewiadomą...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz