Strony

czwartek, 25 lutego 2010

Początek. Kolejny.

Nowy semestr. Nie bardzo wiedziałam, co się dzieje, kiedy weszłam dziś rano na wydział. Ale szybko zostałam uświadomiona, że te rozgadane tłumy studentów, których w ogóle nie kojarzę, to nie nasi, ale ci-z-piątego-piętra. Grrr. Jak słusznie zauważyła Aggie, łatwo ich poznać po zachowaniu przy windzie: zazwyczaj, jadąc na piąte piętro, wciskają zarówno przycisk 'w górę' jaki w 'dół' - jakby to miało przyspieszyć windę, a nie opóźnić...

Dałam się namówić (a w zasadzie sama się zgłosiłam na ochotnika - kiedy wreszcie przejdzie mi zapał do altruistycznych, nieegoistycznych, dobrych uczynków, których i tak nikt nie docenia...?) na Radę Wydziału i Radę Instytutu. Nawet zabawnie było, można poobserwować, jak różne frakcje wewnątrzwydziałowe się ścierają i kłócą o jakieś pierdoły; o ważne sprawy też, ale i o głupoty. Ale z drugiej strony można się też z pierwszej ręki dowiedzieć różnych rzeczy. I poobserowować z kącika, czyli to, co ja tak bardzo lubię.

Do trzech razy sztuka. Wreszcie, nareszcie udało mi się znaleźć niewidziany od pół roku indeks; a już dwa razy przekopywałam się przez wszystkie swoje papiery. Zaczynałam się martwić - no bo jednak indeks to warto by chyba mieć...? Przynajmniej tak do końca studiów...?

A co poza tym? Wiosna! Czuć w powietrzu. Śniegi stopniały, więc biega się o niebo lepiej; wiatr już nie kłuje w uszy, ale przyjemnie orzeźwia; do tego jakoś więcej biegaczy spotykam, chyba właśnie nastąpiło pospolite ruszenie po zimie.
Byłam ostatnio na wzgórzu wawelskim i Wawel wyglądał jak jeden wielki topniejący w słońcu rożek lodowy - wszędzie kapało, ciekło i lało się z rynien i gargulców. Niestety aparatu nie wzięłam...
No ale z sanek nici... Zawsze, co roku jest tak, że jak ja wreszcie mam czasi i ochotę na zimowe szlaeństwa, to zima akurat się kończy :( A w Kopenhadze ponoć dalej sypie...

2 komentarze:

  1. :-) Ciekawa jestem czy kartka nasza jeszcze wisi. I co więcej czy służy czemuś więcej niż tylko wiszeniu ;)

    Wczorajsza obserwacja ludzi przy windzie trochę mi dała radości. Dlatego zazdroszczę wczorajszej Rady Wydziału - fajnie pewnie było trochę popatrzeć. Szkoda, że miałam trochę do roboty, bo sama bym się pewnie wybrała.

    Jutro rano jadę po strój jakiś fajnieszy do biegania. Może po joggingu pierwszym - jeśli nie będzie padać, albo nie będzie mrozu (co mnie zdziwiło po wyjściu z bloku dzisiaj :-).

    Pozdrawiam z okropnie nudnego seminariummmmmmm!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie było, ale na dłuższą metę to nużące... Rozrywkowo bywa tylko momentami, zazwyczaj to jest jednak tylko obowiązek.

    Prognozy pogody nie zachęcają, bo ma padać, ale i tak to lepiej niż mróz i śnieg. Mnie się dziś rano udało zdążyć, zanim słoneczko się schowało :)
    Czekam na wpisy Twoje w arkuszu odpowiednim ;)

    OdpowiedzUsuń