Strony

poniedziałek, 6 czerwca 2011

I co dalej, maturzysto?

A więc po głębokich przemyśleniach oraz przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw maszyna losująca wypluła wniosek: nie, dziękuję. Jak kocham studia i studiowanie, to jednak kariera akademicka nie dla mnie - albo raczej ja się nie nadaję do bycia akademikiem - przynajmniej nie na tym etapie.

Ale! Rozmawiałam kiedyś z koleżanką z Indii. I w zasadzie ja to mam różowo: mogę się zastanawiać, gdybać i wybierać do woli. Ona - o ile nie rozważa odcięcia się od swoich korzeni, rodziny, kultury, kraju - ma w persperktywie powrót do Indii, a następnie jedną konkretną opcję: małżeństwo. Żartowała nawet, że i tak (w porównaniu do swoich koleżanek, które skończyły studia na licencjacie i teraz jedna po drugiej wychodzą za mąż) dostała przedłużenie okresu samodzielności, bo postanowiła ukończyć studia magisterskie. To zdolna dziewczyna, ale kiedy wróci do siebie, to nawet jeśli będzie pracować albo studiować dalej i robić doktorat, to tylko jako kobieta zamężna. Co więcej, kandydata na męża znajdą jej rodzice; co prawda, ona może go zaakceptować lub nie, bo zaręczyny są w pewnym sensie okresem próbnym.
Ciekawe jest to, że jej to tak naprawdę nie przeszkadza - a przynajmniej nie daje po sobie poznać. To jej kultura, wyrosła otoczona takimi zwyczajami, więc godzi się z tym i traktuje jako naturalne.

Przy okazji: kuchnia indyjska jest świetna, chociaż na co dzień bym tak chyba nie mogła - w przeciewieństwie np. do włoskiej, o.

2 komentarze:

  1. Karolino, prośba do Ciebie jeśli chodzi o ta Hinduskę (możesz Ją pozdrowić ode mnie). Dałabyś radę wyciągnąć od Niej kilka przepisów i się ze mną podzielić? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie pojechała na dwa miesiące do Francji, na staż :D I prawdopodobnie wróci, jak mnie tu już nie będzie. Mogę napisać i poprosić o polecenie może jakiejś strony z przepisami albo coś...? Często widziałam, jak Vidya gotuje i czasem mnie częstowała. Było to ciekawe i smaczne, a zawsze charakteryzowało się tym, że było przygotowywane w garnku ciśnieniowym lub na woku; do tego, jak się weszło do kuchni, to od stężenia masali w powietrzu momentalnie tchu brakowało :D
    Ale komentarz akurat był z innej okazji: zamówiliśmy sobie wszyscy na piętrze kolację z hinduskiej knajpy, którą właśnie nasi hinduscy sąsiedzi polecali i z niej zamawiają, jak im się samym nie chce gotować :] Bardzo wszystkim smakowało, ale na szczęście było w wersji nieco zeuropeizowanej tzn. po zjedzeniu dało się oddychać i zionęło ogniem w stopniu umiarkowanym ;)

    OdpowiedzUsuń