Jeśli ktoś nie zaczął, to szczerze odradzam - ten serial to jakaś wielka pomyłka, począwszy od obsady, poprzez stronę techniczną, na scenariuszu skończywszy. Ogląda się to jak "Modę na sukces" skrzyżowaną z jakimś serialem o amerykańskich nastolatkach i przebraną w ładniejsze(?) kostiumy. Aktorzy też prezentują się jak żywcem wyjęci ze współczesnej amerykańskiej produkcji, a dialogi brzmią jak wycięte z taniego melodramatu (z dodatkiem "my lady" po co drugim zdaniu, dla urozmaicenia); w rezultacie bohaterowie mówią i zachowują się jak ładnie ubrane lalki, wręcz rażą sztucznością.
Takie pojęcie jak historyczne realia chyba nie obiło się twórcom o uszy. Zresztą, pal licho realia, ale jakaś minimalna dawka historycznej przyzwoitości byłaby wskazana, tak dla zachowania pozorów, bo chwilowo wychodzi na to, że Artur jeszcze jako nastolatek nie tylko wynalazł demokrację i niezawisłe sądy, ale w ogóle wyprowadził świat ze średniowiecza wprost w epokę oświecenia zarówno moralnego jak i technologicznego. Jedyny plus tej postaci jest taki, że nie [przez cały czas] jest do końca święty.
Ale wracając do narzekania: sceny zbiorowe ze zbiorowością niewiele mają wspólnego. Każdy zamek ma jedną sypialnię, jedną wspólną komnatę i jeden korytarz, gdzie też rozgrywa się całą akcja. Efektów specjalnych, na całe szczęście, nie ma za wiele, bo także nie grzeszą jakością.
Wizualnie film jest ciasny i surowy, ogląda się to trochę jak Teatr Telewizji - z całym szacunkiem, który żywię dla TT, ale oszczędna scenografia i niepodkręcone zdjęcia to nie jest dobry wybór dla filmowego dramatu fantastyczno-historycznego, nawet w formie serialu; ten konkretny mankament ma podobno coś wspólnego z nieplanowanym obcięciem budżetu już na etapie produkcji: serial był kręcony techniką filmową (cokolwiek to znaczy), ale później, w czasie postprodukcji zaoszczędzono na jakichś końcowych zabiegach technicznych i przez to całość wygląda, jak wygląda.
Ale chyba najgorsze ze wszystkiego jest to, że w "Camelocie" nie ma ani krzty subtelności - wszystko jest łopatologicznie wyłożone głupiemu widzowi, kawa na ławę, bo sam by się mógł przypadkiem nie zorientować. W mojej opinii najbardziej traci na tym sam Merlin. Chociaż jego postać jest dobrze pomyślana, inna od tradycyjnego wyobrażenia, całkiem ciekawa i oryginalna, to Joseph Fiennes po prostu nie ma szansy się wykazać: każdy, kto się koło niego znajdzie, wie lepiej, co biednemu magowi dolega i nie omieszka zrobić mu na głos krótkiej psychanalizy, żeby uświadomić zarówno samego czarodzieja jak i nierozgarniętego widza. Morgana pozostaje ciut bardziej tajemnicza, ale z kolei wszystkie jej intrygi są przedstawione czarno na białym, przez co fabuła ani trochę nie trzyma w napięciu, nie zaskakuje, jest do bólu przewidywalna. Zero finezji - i to najbardziej boli, biorąc pod uwagę tak wspaniały (czyt. wspaniale zmarnowany) materiał.
A wszystko to razi tym bardziej, że równolegle idzie
Gra o tron, która - zakładając, że zamiast mitom i legendom pozostaje wierna prozie George'a R.R. Martina - dosłownie w każdym punkcie bije
Camelotna łeb, na szyję.
Zaiste życie magistranta musi być cudowne, skoro może sobie pozwolić na zaczynanie nowych seriali w czerwcu :P.
OdpowiedzUsuńŻycie niepracującego magistranta nie jest złe, tzn. na: jedną dalszą wycieczkę rowerową tygodniowo, godzinę aerobiku tudzież innych ćwiczeń dziennie, jeden film albo odcinek serialu na dobranoc (albo nawet więcej) - spokojnie może sobie pozwolić :] A czerwiec to idealny moment, bo wszystkie seriale, które oglądałam (prócz GoT) mają wakacyjną przerwę, więc znalezienie nowego wcale nie jest jakimś dużym ryzykiem ;) tym bardziej, że trafiłam marnie :|
OdpowiedzUsuńNajwyraźniej niepracujący magistrant ma też talent w zarządzaniu czasem. Ja się najbardziej boję, że wciągnąłby mnie serial, który już leci od jakiegoś czasu - wtedy nie ma tak dobrze, że jest jeden odcinek tygodniowo i choćby się nie wiem, co działo, to więcej nie obejrzę ;). Na wszelki wypadek więc nie zaczynam oglądać niczego, nadrobię w październiku :D.
OdpowiedzUsuńWłaśnie dlatego wybrałam krótki, który też niedługo się kończy tzn. właśnie chyba się zakończył na 10 odcinku i całe szczęście, niech nie robią lepiej drugiej serii - nigdy.
OdpowiedzUsuńJak mi się będzie nudzić, to planuję obejrzeć "Firefly", ale to też bezpieczne, bo powstał tylko jeden sezon i więcej nie ma :D
A to Twój STM nie zakłada, że niedługo powinnaś oddać tę magisterkę? :P
OdpowiedzUsuńDeadline mam za dwa miesiące, a to ciągle za dużo, żeby mnie porządnie zestresować :P
OdpowiedzUsuńA czy TY nie masz czegoś lepszego do roboty niż wkurzać ludzi...? http://www.phdcomics.com/comics/archive.php?comicid=47
Mam - patrzę na wykresy, które mój program wypluwa :). Oj, zaraz idę czytać STW, no już nooo :P.
OdpowiedzUsuńSwoją drogą, podziwiam Twoją znajomość PhDC, pozwalającą Ci na odgryzienie się paskiem sprzed 13 lat :D.
OdpowiedzUsuńZaczęłam czytać może rok, a może dwa lata temu...? A w zeszłe wakacje, zamiast oglądać seriale, zaczęłam czytać od początku ;) Kilka mi zapadło w pamięć i wygooglanie ich przez "keyword + site:www.phdcomics.com/comics/archive.php", kiedy są potrzebne, jest całkiem łatwe :]
OdpowiedzUsuń