Strony

środa, 20 kwietnia 2011

Lato

Jeszcze nigdy mój pokój nie był tak czysty, moje obiadki - tak wyszukane, blog - tak zadbany. Dawno nie byłam tak na bieżąco z serialami (ale to akurat ma tę zaletę, że już nie można oglądać zaległych odcinków, a nowe wychodzą raz na tydzień albo jeszcze rzadziej: ostatnio co dwa, trzy tygiodnie, bo przerwa świąteczna, bo aktorzy mają inne zobowiązania, bo scenarzyści nie wyrabiają itp. itd.). Z filmami zresztą też. Nawet rower przeszedł wiosenny przegląd, dzięki czemu już nie skrzypi.
Zwyczajowy wniosek byłby taki, że jest sesja. Ale ponieważ ten termin już mnie nie dotyczy, to kolejny wniosek sugerowałby jakiś deadline związany z magisterką. Ta ostatnia konkluzja byłaby poniekąd uzasadniona, bo moje regularne spotkania z promotorem można uznać za równoznaczne z koniecznością przedstawienia jakichś wyników - w końcu nie spotykamy się, żeby pogawędzić o pogodzie.
Ale tym razem należy do tego wszystkiego dodać wiosenne przeziębienie i przymusowe, tygodniowe rendez-vous z poduszką w łóżku. Co jest o tyle dziwne, że nie mam pojęcia, skąd się wzięło - na polu jest nie wiosna, ale lato: ponad 20 stopni, słoneczko świeci od rana do wieczora, nie wieje i nie pada. I na razie nic nie zapowiada, żeby się coś w tym względzie miało zmienić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz