Strony

czwartek, 31 marca 2011

Metapost. Oraz wynikłe z niego anegdoty kuchenne.

Oh! I shall not spare you. It is the right of a traveller to vent their frustration at every minor inconvenience by writing of it to their friends. Expect long descriptions of everything.
---
Jonathan Strange & Mr Norrell: Jonathan Strange do Sir Waltera Pole przed wyjazdem do Europy

Ostatnio piszę rzadko, a przynajmniej z mniejszą częstotliwością niż kiedyś. Jakoś nie bardzo mam, o czym - jestem tu już dość długo, a najbardziej oczywiste tematy i najdziwniejsze przygody dotyczą zazwyczaj początkowego okresu pobytu w nowym miejscu, gdziekolwiek na świecie by ono nie było. Chociaż może i znalazłoby się o czym, ale są to raczej tematy nienadające się na notatki na szybko, a wymagające zebrania się w sobie, przeprowadzenia analizy materiału, uporzadkowania myśli i rzetelnego sprawozdania. Do takich zalicza się na przykład moja magisterka - każdy kolejny odcinek jest budowany długo i mozolnie. Ale piszę o niej ponoć tak intensywnie, że aż inspirująco. Tylko, że właśnie piszę o niej, a nie ...
No bo, właśnie: ja przeważnie piszę tak z marszu, szybko - zjawia się jakaś myśl przewodnia i wychodzą z niej nagle dwa akapity (a bywa, że dużo więcej); chociaż ostatnio zdarza mi się posty planować i wracać do nich kilkakrotnie, zanim coś odpowiedniego z nich wyjdzie.
Ale też notatki z podróży mogą znaczyć wszystko, jak cytat sugeruje.

Nie to żebym miała jakąś specjalną potrzebę wrzucania nowej notki co drugi dzień - ale i takie okresy się zdarzają, przeważnie z powodu jakiejś drobnostki, która staje się pretekstem do kolejnego wpisu. Jak na przykład naleśniki w proszku.
Otóż, ostatnio zamiast kolacji w stylu dania narodowe zrobiliśmy po prostu naleśniki. Idea była taka, że ze trzy osoby usmażą naleśniki, a reszta zaopatrzy siebie i pozostałych w dodatki, którymi można by owe naleśniki przybrać (nutella nadaje się zawsze i do wszystkiego, ale na szczęście nie wszyscy wpadli na tak oryginalny pomysł). Ale jakież było moje zdziwienie, kiedy moje koleżanki zaczęły mieszać jakiś proszek z wodą. Nijakiego sensu w produkcji takiego proszku się nie potrafię dopatrzyć - cenowo jest to chyba nawet droższe niż szklanka mleka, parę łyżek mąki i jajko; pracy przy tym dokładnie tyle samo, bo też trzeba wymieszać i usmażyć (a nawet gorzej, bo w tej mieszaninie jakoś łatwiej się grudki robią); i satysfakcja też żadna, bo podobno badania psychologiczne dowodzą, że ludzie nie lubią dań tak całkiem w wersji instant, że tylko proszek + woda, ale wolą kiedy można poczuć namiastkę prawdziwego gotowania i wbić chociaż jajko do masy - czego ja też nie rozumiem zupełnie, bo jak już kupuję takie subsytuty, to po to żeby rzeczywiście sobie życie ułatwić i np. nie gotować budyniu do karpatki, bo ani za tą czynnością nie przepadam, ani nie jest on specjalnie lepszy od kupnego.
Przy okazji wynikła także dyskusja o wyższości zimy nad latem tudzież vice versa. Wyszedł nam jeden konstruktywny wniosek, a mianowicie: nie ma to jak gorąca herbata w mroźny dzień, kiedy za oknem szaleje zamieć, a człowiek może sobie rogrzać ręce, trzymając w nich duży kubek dobrej, gorącej herbaty; wrażenie można porównać tylko do tego, jaką przyjemność sprawia dobrze schłodzone piwo w upalny letni dzień :)

A propos gotowania, to z cyklu szef kuchni poleca - omlet na otrębach. Potrzebne będą:
  • 2 jajka
  • 3 łyżki otrąb (ja daję 1 pszenicznych + 2 owsianych, ale każda kombinacja i rodzaj są w porządku)
  • szczypta proszku do pieczenia
  • dodatki według uznania
Białka ubić na pianę, delikatnie wymieszać z żółtkami, dodać proszek i otręby, a na końcu co się jeszcze pod rękę nawinie - ja najczęściej dodaję 1/2 puszki tuńczyka w sosie własnym (dobrze odsączonego) plus niedużego pomidora pokrojonego w kostkę; albo połówkę startej cukinii mocno doprawionej etragonem; jakiś ananas z puszki albo inne owoce pewnie też by się nadały do wersji na słodko. (Ważne, żeby warzywa nie pływały - ja przeważnie, pokrojone czy starte, odparowuję najpierw w mikrofalówce: 2-3 min. na 500-600W). W międzyczasie nagrzać krótko dobrą patelnię, wyłożyć masę równomiernie i piec pod przykryciem na średnim ogniu ok. 5-6 min, przewrócić i piec z drugiej strony 4-5 min. Jeśli patelnia jest naprawdę dobra, da się to zrobić zupełnie bez tłuszczu; w przeciwnym wypadku trzeba rozsmarować na niej kilka kropel oliwy albo wiórek masła. W zależności od tego, co się wrzuci do środka, omlet będzie mniej lub bardziej suchy, więc warto go polać jogurtem naturalnym albo czymś podobnym, położyć serek wiejski itp. Mniam!
Żeby było zabawnie, otręby kupiłam raz, raczej z przypadku, ale kiedy znalazłam dla nich kilka ciekawych zastosowań, to doszłam do wniosku, że będę ich używać znacznie częściej, chociażby jako substytut bułki tartej. Problem w tym, że - podobnie jak to tutaj jest ze szpinakiem na przykład - otręby zdają się być towarem deficytowym, na który jest straszny popyt i którego zapasy na półkach muszą być w ciągu dnia uzupełniane, bo tak szybko znikają. Ja nie wiem, czy Holendrzy mają takiego bzika na punkcie zdrowego odżywiania, czy jak...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz