Dziś poznałam wreszcie swojego promotora. Najwyższa pora, prawda?
Chodzi o to, że Antony*, człowiek w którego obszar badań się zagłębiam, jest pracownikiem Swinburne University of Technology w Melbourne w Australii. Natomiast na VU jest profesorem wizytującym (albo gościnnym, czy jak to się tam nazywa) i przyjeżdża do Amsterdamu od czasu do czasu na parę miesięcy. Do tej pory w temat wprowadzał mnie doktorant, który także siedzi w tej dziedzinie i pracuje nad innymi aspektami tego samego projektu.
W zasadzie to Antonego spotkałam już wcześniej: we wrześniu miał gościnny wykład na Service-Oriented Design, kusie który robiłam w zeszłym semestrze; prowadził też jedną z sesji treningowych do zajęć i trafiłam wtedy akurat do jego grupy. Ale oczywiście nie wiedziałam, że coś jeszcze kiedyś będę mieć z tym panem wspólnego.
Oficjalnie, żeby nie było żadnych problemów formalnych, moim opiekunem będzie Patricia, Włoszka która prowadziła Service-Oriented Design i stale współpracuje z Antonym. W każdym razie oni oboje będą koordynować moją pracę.
Stwierdziłam, że zamiast testować okoliczne cukiernie, lepiej sama sobie zaserwuję coś odpowiedniego na dzisiejszy dzień, więc na obiad były oponki. Bardzo dobre, zwłaszcza zważywszy, że ostatni raz robiłam je z dziesięć lat temu, a przepis modyfikowałam w locie według własnego uznania. Sąsiadom także smakowały :)
-------------------
* Kocham brak napuszonego formalizmu i konieczności tytułowania wszystkich właściwie do ich funkcji i stanowisk. Nawet "pan/pani" się nie używa, bo po angielsku brzmi to zbyt oficjalnie, więc zwraca się do ludzi po prostu po imieniu. Atmosfera jest od razu inna, nastawienie bardziej przyjazne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz