Strony

niedziela, 27 lutego 2011

Cultural encounters*

Pewien doktorant, pół-Cypryjczyk pół-Niemiec, którego poznałam w Kopenhadze, powiedział mi kiedyś, że Europejczycy wcale się od siebie nie różnią; że te różnice, dziwactwa, odmienne zwyczaje tak naprawdę mają wspólne korzenie, a styl życia, mentalność i przekonania mają pewnien wspólny mianownik - ale żeby to dostrzec, trzeba spojrzeć z szerszej perspektywy, a tej można nabrać tylko podróżując po Azji, Ameryce Południowej, Afryce; no w każdym razie trzeba się wyrwać z Europy.
Otóż okazuje się, że ów doktorant się mylił. Wystarczy znaleźć się w towarzystwie ludzi pochodzących spoza Europy, porozmawiać z nimi, posłuchać, podyskutować - o wszystkim: o historii, religii, kulturze, tradycjach i zwyczajach, archetypach i wzorcach. Oczywiście, lepiej byłoby tego doświadczyć na własnej skórze, ale tak też się da.
Co więcej, to bardzo dziwne uczucie, kiedy człowiek znajduje samego siebie w sytuacji, gdy musi wyjaśnić sprawy, które postrzega jako oczywiste, a które wcale takie nie są dla kogoś z zewnątrz, z innego kręgu kulturowego - i właśnie przekonałam się, że z mojego punktu widzenia wcale nie oznacza to obcokrajowca (czyt. nie-Polaka), ale raczej nie-Europejczyka.
Wniosek: wyjazd do Amsterdamu tak naprawdę nie różniłby się dla mnie od przeprowadzki do Wrocławia albo Torunia - ale musiałam tu przyjechać, żeby się o tym przekonać.
Wniosek z wniosku: wyjazd do Wrocławia albo Torunia nie będzie się specjalnie różnić od wyjazdu do Amsterdamu - więc [jeśli już rozważam cokolwiek innego niż Kraków, to] na przyszłość nie należy się ograniczać.

A pretekstem do tak niesmaowitego wieczoru było, jak i poprzednio, wspólne gotowanie - pierogi z łososiem, szpinakiem i ricottą zrobiły furorę (nieskromnie powiem, że nic w tym dziwnego, bo wyszły przepyszne, mimo że przepis w zasadzie był eksperymentalny i pierwszy raz w życiu takie coś robiłam).
Przy okazji dialog sprzed kilku dni:
S. (ze zdziwieniem i pełnym podziwu uznaniem): Can you make pierogi from scratch?!
K .(ze świętym oburzeniem i niejaką dumą): Of course I can - I'm Polish!
No i utwierdzam się w przekonaniu, że kuchnia włoska jest jedną z moich ulubionych.


--------------------------------
* patrz poprzednie bliskie spotkania z innymi kulturami

7 komentarzy:

  1. O tym, że kuchnia włoska jest wspaniała przekonałem się najpełniej w Kopenhadze, gdy miałem możliwość zjeść kilka potraw przyrządzonych przez prawdziwych Włochów. Coś niesamowitego!

    Co do różnic między Europejczykiem - nie Europejczykiem: poznałem w Kopenhadze 2 osoby z Brazylii, 1 z Kolumbii, pewną Rosjankę z Syberii (czyli z Azji). I nie znalazłem żadnej wybijającej się różnicy w ich światopoglądzie czy zachowaniu. Bardziej nawet niż kraj pochodzenia, różnicowało ludzi to, co studiują. Okazywało się, że student kierunków ścisłych miał bardziej zbliżone poglądy (do moich) na pewne (ogólne) sprawy niż np. humanista. Bez dużego względu skąd dokładnie te osoby pochodziły.

    Inna sprawa, że zarówno Południowa Ameryka jak i Azjatycka część Rosji tak naprawdę są zdominowane przez krąg kultury Europejskiej (albo w każdym razie były jeszcze kilka dziesięcioleci temu, stąd wspólne korzenie). Pewnie większą różnicę odczuwałoby się przy spotkaniu kogoś terenów o własnej "silnej" kulturze, jak np. kogoś z krajów muzułmańskich czy dalekiego wschodu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie to miałam na myśli, pisząc o kuchni włoskiej - urzadziliśmy sobie wczoraj wieczór pod hasłem "kuchnie świata", gdzie każdy gotuje coś regionalnego, a że jedną z moich sąsiadów jest rodowita Włoszka... :)

    Powyższe było głównie w oparciu o kontakty z Hindusami, trochę ze studentami z Amerkyki Południowej - ale w mniejszym stopniu, bo jak słusznie zauważasz "ich kultura" jest niejako zaadaptowaną wersją "naszej", europejskiej, i aż tak się nie różni - i jeszcze z pojedynczymi osobami z przeróżnych zakątków świata np. z Egiptu. I większość z nich studiuje na wydziale nauk ścisłych.

    OdpowiedzUsuń
  3. To jak dla mnie te różnice są dużo bardziej wielowymiarowe - nawet w stosunkowo homogenicznym środowisku jak praca. Oczywiście wszystko oparte na jednoskowych przykładach - ale np podejście do pracy i świata u Turka i Egipcjanina jest dużo bliższe naszemu polskiemu niż np chińskiemu czy amerykańskiemu. Albo UK wydaje mi się być pod względem stylu zycia dużo bliższe doświadczeniom z Polski niż zza wielkiej wody; choć np ludzie tu jak ich zamorscy ziomkowie bardziej są otwarci niż Europa kontynentalna; kiedy po wylądowaniu we Frnakfurcie po 2 latach nieobecności poczułem się jak w Warszawie - brudno, ciasno i ludzie patrzą na ciebie z byka:)

    To co nas łączy z południową Europą (jedzenie, rodzina) dzieli nas z pólnocną; to co nas łączy z Ameryką (brak zaufania do własnego państwa) dzieli nas ze Szwajcarami; to co Kraków łączy z Vancouver dzieli go z Warszawą itd.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm, nacisk miał być nie na różnice, ale na podobieństwa. I ja wcale przy tym nie twierdzę, że Europa jest homogeniczna i stanowi spójną całość. Ale też kiedyś - przed erą wyjazdów długoterminowych, kiedy zdarzało mi się przebywać za granicą co najwyżej przez kilka tygodni - jedyne, co zauważałam, to różnice, bo to się jakoś bardziej rzuca w oczy. A okazuje się, że kiedy jest trochę czasu i kiedy ktoś ci uświadomi, że są na świecie zakątki pod wieloma względami bardziej "egzotyczne", to perspektywa się trochę zmienia i ja na przykład zaczęłam dostrzegać także podobieństwa :] W ziązku z tym, z Krakowa do Warszawy zaczyna być dla mnie pod pewnymi względami dalej niż do kilku innych europejskich miast - bo, jak zauważasz, różnice i podobieństwa uwidaczniają się na wielu płaszczyznach.

    Ale to moje wrażenia na chwilę obecną - może jak pozwiedzam inne kontynenty, to przemyślę sprawę i przeformułuję wnioski ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No i blogspot mi wciął notkę podczas logowania na konto. GRRR!

    W skrócie: Zgadzam się z Marcinem co do wielopłaszczyznowości. Zależy też czy mówimy o przyjeznych na chwilę z zewnątrz, czy imigrantach którzy już tu są, albo się nawet urodzili - ci (przynajmniej w środowiskach których się poruszam, tj. informatycy, naukowcy, itp), sa bardzo zasymilowani, bo i tak w mentalności zachodniej przebywają od dawna. A pytanie czy bardziej jesteśmy (Polacy), bliższi Ameryce czy Anglikom, na przykład, to pytanie bez sensu. Po pierwsze w niektórych tematach bliższi jesteśmy jednym, w innych drugim. Po drugie, nie da się tak generalizować, że Polacy są XYZ od Anglików, co najwyżej jakoś to statystycznie badać. Podobnie żadna ze stron nie jest jednorodna (a ameryka w szczególności). Np. Marcin napisał "brak zaufania do własnego państwa", ale to nie koniecznie jest cecha narodowa, polaków, tak poprosut wyszło, że Polska ma rządu niegodne zaufania, więc im nie ufamy, gdyby był dobry rząd, go byśmy może zaufali. Wiele czynników poza kulturowymi, czy genetycznych, rasowymi wpływa na pewne rzeczy. Tu raczej można powiedziec, że "naród polski wychowuje i wybiera, rządy które są niegodne zaufania" - to już mówi nam coś więcej :) Podobnie przecież nie można powiedzieć, że "mamy najgorszych kierowców F1 świata", a potem z dnia na dzień po rozpoczęci kariery przez Kubice w F1, mówić że "mamy najlepszych kierowców F1 świata". To jest trochę naciągane. Dużo tutaj zależy od okoliczności, może czymś się ktoś nie zajmował wcześniej, a był potencjał. Tak samo można mówić, "że polacy to najwięksi pijacy", ale jak tu porównywać, skoro często nie pije się ot tak, tylko z jakiegoś powodu, często głebszych problemów społecznych czy ekonomicznych, a więc jest powód do picia, a np. w Holandi może mają znacznie mniej tych powodów (bo mniejsze bezrobocie, bo pogoda lepsza, bo mniej stresów na rząd, bo mniejszy stres, itp. itd) - jedyny sposób, to wziąść 100 takich holendrów już wychowanych nawet, i wstawić ich w społeczeństwo polskie, i zobaczyć jak się będą zachowywać, tyle że takie eksperymentu się nie da wykonać, a nawet jakby sie wykonało, to zawsze wyniki można różnie interpretować.



    Ci z koleji co przyjeżdżają na chwilę, to ciekawy obiekt do dyskusji, bo najłatwiej wychwycić różnice, i to w sytuacjach prozaicznych i codziennych.

    A i kuchnia włoska świetna, też moja ulubiona, i nie mówię tu tylko o Pizzy :) A tak na marginesie to sporo włoskich potraw to potrawy chińskie sprowadzone do Włoch, a potem do nas.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nom, komentowanie blogspot/google jest zepsute i nieprzetestowane totalnie. I to nie zależnie czy robie to z blokowanie cookiesów, czy nie. Gubi notki tak czy siak, a na dodatek nadpisuje je pustym ciągiem, przy użyciu przycisku wstecz. Bardzo nieprzemyślane.

    PS. Tą też zgubił, ale sobie zapisałem. BARDZO nieprzemyślane i nie przetestowane.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rany, ależ wywołałam dyskusję :D A zastanawiałam się, czy w ogólę tę notkę wrzucać...
    Tylko proszę mi tu nie schodzić na politykę :P

    "Ci z kolei, co przyjeżdżają na chwilę, to ciekawy obiekt do dyskusji, bo najłatwiej wychwycić różnice, i to w sytuacjach prozaicznych i codziennych." - i o to właśnie mi chodzi: dopiero po dłuższym czasie oprócz tych rzucających się w oczy różnic, które stają się raczej błahe i powierzchowne, zaczyna się dostrzegać podobieństwa (także na głębszych poziomach).
    Ale, jak mówię, doświadczenie mam jeszcze ograniczone :]

    I, tak, [długie] komentarze niestety lubią znikać przy edycji :|

    OdpowiedzUsuń