Strony

środa, 8 grudnia 2010

Cultural encounters*

Mówiłam już, że lubię wspólne kuchnie.
Dzisiejszy wieczór był szybką improwizacją na temat typowa potrawa w twoim kraju (chyba zrobię zapas pierogów i zamrożę na kolejną taką okazję, bo to nie jest coś, co się robi w pół godziny...). Przy okazji dyskusje i omawianie fenomenów różnych - od banalnych, przez poważne, na dziwnych skończywszy, czyli m.in:
  • Harry Potter
  • Bollywood
  • relatywizm: stutysięczne skupisko ludzi: w Indiach - mała wioska, na Litwie - trzecie największe miasto
  • legalna prostytucja, małżeństwa gejów i swobody obywatelskie
  • jak różni się przestępczość w Ameryce Południowej, Azji i Europie i jaki wpływ miały na to...
  • ...ustroje polityczne w 20. wieku
  • jakie ciekawe pamiątki można przywieźć z Amsterdamu, a w szczególności: czy te specjalne ciasteczka to można wywozić za granicę (te, które są przyprawiane tylko dla smaku, a nie dla efektu - tak i ponoć mają to nawet napisane małym druczkiem na opakowaniach)

Z LP3:




--------------------------------------------
* z tego, co wiem, to nie ma polskiego odpowiednika dla tego określenia, a przynajmniej ja nie znalazłam; w dużym uproszczeniu, chodzi o wszystkie te drobiazgi, które składają się na codzienne życie i które przyjmuje się jako stałe i niezmienne elementy krajobrazu, których na co dzień się nie zauważa i dopiero w konfrontacji z nową rzeczywistością człowiek zdaje sobie sprawę, że nie wszędzie na świecie jest tak samo; prosty przykład: wiosna, lato, jesień i zima - niby nie ma nic bardziej naturalnego, prawda...? z tym że w południowych Indiach to będzie: lato, wiosna, pora monsunowa i przejściowa; a w Brazylii tulipany w doniczkach stoją na lodówce, bo inaczej jest im za ciepło i nie przeżyją; albo wspomniany relatywizm odnośnie definicji miasta; itp. itd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz