Mój Mikołaj bardzo się postarał i sprawił mi wielką radość. Chyba jednak coś przeskrobałam, bo trochę zwlekał, ale tak całkiem znowu nie nabroiłam, bo w końcu dotarł i mimo że z opóźnieniem (zimowy paraliż komunikacyjny dopada nawet świętych, jak widać), to jednak się udało.
Tak mi się przypomniało, że jeszcze w tym sezonie zimowym
Love actuallynie oglądałam - jedna z tych niewielu komedii romantycznych, które nigdy mi się nie znudzą: słodka, ale nie przesłodzona, świąteczna, ale nie przesadnie tzn. owszem, wszystko tam jest, cała ta komercyjna otoczka, ale tak z dystansem i przymrużeniem oka. Do tego świetna obsada. No i po prostu uwielbiam takie wielowątkowe, przeplatające się opowieści.
---------------------------------------------
*...niegrzeczne śpią, z kim chcą!!
Karo! :D ta piosenka mi dzisiaj chodzi po glowie. I film. Ale to dopiero na świeta :)
OdpowiedzUsuńNa ja właśnie się powstrzymuję, żeby sobie zaserwować później :]
OdpowiedzUsuń:) cieszy mnie Twa radość :D
OdpowiedzUsuń