- jeździłam głównie w Amsterdamie - na codzień na wydział, do sklepu, a czasem gdzieś dalej na wycieczkę
- dorobiłam się roweru // kwestia sporna, czy zasługuje na to miano, ale jeźdźi i trzyma się nieźle, przeżył kilka dalszych wycieczek i ogólnie nie daje większych powodów do narzekań
- sama ten rower naoliwiłam // musiałam - zaczął skrzypieć podczas jazdy, więc pewnego pięknego dnia postawiłam go do góry... kołami... i wysmarowałam wszystko, co się ruszało i każdy zakamarek, do którego dałam radę sięgnąć; o dziwo, pomogło...
- zaliczyłam pierwszą własnoręczną naprawę roweru // patrz praktyczna lekcja termodynamiki
- zaliczyłam jazdę na zamarzniętym siodełku
- siłowałam się z zamkiem, który nie chciał się otworzyć z powodu wilgoci/mrozu/woli bogów/...
- głownie na tymże na rowerze przejechałam prawie 800km // wyliczenia na podstawie wskazań google maps
czwartek, 23 grudnia 2010
Google mówi: ~800km (podsumowania roku 2010, cz. I)
Rower stoi obecnie w moim pokoju w akademiku w Amsterdamie i czeka grzecznie na mój powrót, można więc chyba bezpiecznie stwierdzić, że więcej wycieczek rowerowych w tym roku już nie odbędę. Wcześniejsze podsumowanie jest zatem uzasadnione. W tym roku:
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz