Strony

wtorek, 15 marca 2011

Fizyka stosowana

Na początek zagadka kuchenna: dlaczego, kiedy na jednej patelni smażę jedną oponkę (jednego oponka jakoś lepiej dla mnie brzmi, ale Słownik Języka Polskiego twierdzi, że jednak oponka, a nie oponek - co, w sumie, ma sens jako zdrobnienie od opony, ale ponieważ przeważnie używam liczby mnogiej, to intuicja ma prawo mnie zawieść...), temperatura oleju zdaje się być niższa i pojedyncza oponka smaży się wolniej, niż kiedy smażę ich kilka naraz? Bo moja intuicja tutaj także zawodzi i podpowiada, że jeśli już się jakieś cuda dzieją, to w tym wypadku raczej powinno być odwrotnie: skoro więcej gorącego oleju przypada na sztukę wypieku, to tenże wypiek powinien szybciej dochodzić samotnie aniżeli w towarzystwie innych przedstawicieli gatunku, z którymi musi współdzielić patelnię.
Odpowiedź ma, podejrzewam, jakiś związek ze zjawiskiem synergii tudzież synergii odwrotnej, czy negatywnej, czy jak ją tam zwał.

W mediach oczywiście cały czas o trzęsieniu ziemi w Japonii i jego konsekwencjach. A przy okazji w mediach społecznościowych: post Trójki na fb zapowiadający dyskusję w programie Za, a nawet przeciw na temat budowy elektrowni jądrowej w Polsce. I na 50 komentarzy (w ciągu pierwszych kilku godzin, potem przestałam obserwować) tylko 1 głos przeciw. Wyniki sondy prowadzonej w czasie trwania programu: za - 83%. Polacy dorośleją?? Czyżby praca u podstaw (w postaci chociażby takich akcji jak kurs fizyki jądrowej w ramach cyklu Artes liberales na UJ) przynosiła jakies rezultaty...?
Specjalnie się nie orientuję, jakie i czy w ogóle w Polsce są przeciwwskazania - ale zagrożenia trzęsieniami ziemi w każdym razie nie ma i wygląda na to, że ludzie na szczęście nie utożsamiają katastrofy naturalnej, jaka zdarzyła się w Japonii, oraz jej rezultatów związanych z reaktorem w Fukushimie z potencjalnymi skutkami budowy i użytkowania elektrowni atomowej w ogóle.

A propos energii - temat wiecznie żywy i cały czas popularny: zmiany klimatu. Ja raczej jestem sceptyczna. Albo raczej byłam. Bo nigdy nie robiły na mnie wielkiego wrażenia krzyczące głosy potępiające nas, przyzwyczajonych do luksusów ludzi współczesnych, korzystających z dobrodziejstw nauki i postępu, nadużywających związanych z tymże postępem wynalazków, niedbających o zużycie energii, wody i co za tym idzie zwiększoną produkcję dwutlenku węgla i jego emisję do atmosfery; głosy wzywające do opamiętania się, zastosowania ekologicznych rozwiązań i ścisłego regulowania całego procesu pozyskiwania i wykorzystania energii. A owe krzyki nie robiły na mnie wrażenia dlatego, iż bardziej trafiały do mnie kontrargumenty - na przykład, że jednorazowy wybuch wulkanu potrafi wyrzucić do atmosfery takie ilości gazów cieplarnianych, że wszystko, co kiedykolwiek ludzkość naprodukowała od czasu rewolucji przemysłowej w XIX. wieku, to przy tym kropla w morzu. Nie żebym miała coś przeciwko wiatrakom albo bateriom słonecznym - jak dla mnie mogą być obowiązkowe tam, gdzie ma to sens; a węgiel i tak się nam kiedyś skończy. Ale skoro sama natura jest tak kapryśna, to chyba prościej założyć, że obecnie jesteśmy po prostu w fazie, kiedy średnia temperatura na Ziemi jest wyższa i że owe wahania to zjawisko naturalne i występujące okresowo (a tak właśnie jest), a działalność człowieka nijak się ma do tego i zbieżność jest przypadkowa.
I tak myślałam, dopóki nie przeczytałam kiedyś tej notki. Prosty, trafiający do wyobraźni przykład oraz prosty, ale przy tym jakże ścisły i naukowy argument, że klimat jest układem wybitnie nieliniowym trafił mi do przekonania i może niekoniecznie radykalnie zmienił moje poglądy, ale przynajmniej zmusił do zastanowienia i spojrzenia na problem z nowej perspektywy.

A jeszcze przy okazji może mi ktoś wytłumaczy, jak to jest z mikrofalami. Bo z racji braku piekarnika używam kuchenki mikrofalowej dosyć często ostatnio, nie tylko do odgrzewania potraw; eksperymentuję coraz odważniej i gotuję albo piekę w niej coraz to nowe różności - że da się upiec ciasto, to już udowodniłam, a dziś udało mi się zrobić przepyszną zapiekankę z cukinii i zielonej papryki, z dodatkiem rukoli (przepis własny, efekt: mniam!). Ale! otóż wyczytałam trochę sprzecznych informacji: że w mikrofalówce dobrze się gotuje warzywa (zachowują kolor i smak, co też moja zapiekanka zdaje się potwierdzać) czy przyrządza ryby (bardzo równomiernie) oraz mięsa. A ponieważ warzywa na przykład nie pływają w wodzie, to przyrządzane w ten sposób tracą dużo mniej witamin i zachowują więcej wartości odżywczych. Z drugiej strony w jakichś poważnych pismach medycznych piszą ponoć (to znaczy pisali dawno temu i nie wiem, czy to wciąż aktualne), że te pozostałe mikro- i makroelementy zachowują się w jakiejś zdegenerowanej formie, słabo przyswajalnej przez organizm, a nawet więcej - że powstają jakieś dziwne związki szkodliwe dla człowieka.
I bądź tu mądry i pisz wiersze. Truję się, czy się nie truję?

10 komentarzy:

  1. Co do tych oponek to może chodzi o to, że jak jest jedna, to reszta oleju jest nieprzykryta i szybko ciepło ucieka przez to?

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest to jakaś teoria :) Aczkolwiek nie bardzo mi pasuje do doświadczenia, bo oponki to takie dziurawe pączki i specjalnie dużo miejsca to nie zajmują, a przynajmniej chyba nie tyle, żeby to robiło aż taką różnicę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Oponki: może jest to związane z tym, że jak wrzucisz więcej oponek, to zmienia się poziom oleju, przez co oponki są w nim głębiej zanurzone. Musiałabyś powtórzyć obserwację tym razem dbając, żeby poziom oleju w obu próbach był taki sam. Sam jestem ciekawy rezultatu.

    Elektrownie: bardzo mnie cieszą takie wyniki sondażu. Pozwól jednak, że będę sceptykiem i zauważę, że badania te nie były przeprowadzone na reprezentatywnej grupie ludzi. Trójki słuchają bowiem jednak ludzie dość dobrze wykształceni. Podobna ankieta, np. przeprowadzona np. przez Fakt, mogłaby dostarczyć zgoła odmiennych wyników.

    Mikrofala: bardzo wątpię, żeby ktoś wykonał poprawne (pod względem metodyki) eksperymenty na temat wpływu mikrofalówek na zdrowie ludzi. Wiarygodne badania musiałyby trwać dziesięciolecia i obejmować szeroką grupę osób. W tym akurat przypadku kierowałbym się maksymą Christophera Hetchens'a: "Jeżeli twierdzenie nie jest poparte dowodami, nie potrzeba dowodu, aby je odrzucić". Więc: "enjoy of your microwave!"

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze słowo komentarzu na temat zmian klimatu. Jak najbardziej zgadzam się z dr hab. Górą, że klimat jest wybitnie nieliniowy i przez to musimy zachować rezerwę do różnych oszacowań wpływu ludzkości / wulkanów na globalną temperaturę.

    Z drugiej strony naturze są raczej obce wszelkie osobliwości (w rozumieniu matematycznym). Nawet takie zjawiska jak przejścia fazowe I rodzaju, które w teorii są osobliwe, tj. nieskończenie mała zmiana parametrów w otoczeniu punktu przejścia fazowego daje nieskończenie wielką zmianę np. ciepła właściwego, w praktyce laboratoryjnej są "uciąglone", a mierzone wartości są jak najbardziej skończone.

    Dlatego też szczerze wątpię, żeby groziła nam jakaś WIELKA katastrofa. Co najwyżej okaże się, że coś niedoszacowaliśmy lub przeszacowaliśmy. Słowem: żadnej globalnej zagłady. Prędzej ludzkość sama się pogryzie z powodów ekonomicznych / religijnych. O tak, tego mógłbym się obawiać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze, to jak kiedyś będę mieć wenę, niezbędne rekwizyty i pomocnika, który pomoże mi to wszystko ogarnąć, to może przeprowadzę kontrolowany eksperyment z oponkami tudzież jakiś innym wyrobem cukierniczym :]

    Ja wiem, że słuchacze Trójki to bardzo niereprezentatywna grupa, niestety... (Aczkolwiek słuchalność im stale rośnie i mam nadzieję, że to dobrze świadczy o słuchaczach, a nie źle o radiu). Mimo tego wynik i tak robi wrażenie.

    Mikrofalówką się specjalnie nie przejmuję. Korzystam i korzystać będę. Ale ostatnio naczytałam się o aferze z MMR ("badania" wskazujące na związek szczepionek i autyzmu) i zastanawiam się, czy uprzedzenia względem mikrofal to też wymysły jednego człowieka, które po prostu trafiły na podatny grunt, czy jednak ma to jakieś bardziej konkretne podstawy. Informacje znajduję sprzeczne, ale z przewagą tych wskazujących, że te uprzedzenia są tylko uprzedzeniami i nie bardzo mają punkt oparcia w rzeczywistości.
    A na FAIS widziałam ostatnio plakat jakiegoś gimnazjalisty opisujący doświadczalne wynaczanie prędkości światła za pomocą czekolady topionej w mikrofalówce - więc jeśli nie do gotowania, to do czegoś się to zawsze przyda :]

    OdpowiedzUsuń
  6. A może po prostu trzeba uwzględnić fakt, że oponki wchłaniają tłuszcz z patelni? Jak jest ich dużo, to wchłaniają go odpowiednio więcej niż pojedyncza oponka i ostatecznie poziom płynnego oleju na patleni jest mniejszy i szybciej się zagrzewa? Bardziej goący olej = szybciej gotowe oponki?

    A w sprawie mikrofalówki to też kiedyś próbowalam szukać jakichś wiarygodnych informacji, ale bez większych sukcesów. I też dalej nie wiem, zdrowo czy niezdrowo? Jak byś miała jakieś nowe informacje to się podziel, proszę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyli doświadczenie trzeba będzie przeprowadzić z obiektami niepijącymi... Coraz to bardziej skomplikowane się to robi :P

    No, ja właśnie dałam sobie spokój z poszukiwaniem informacji o mikrofali, bo z obu stron się ludzie autorytotemi podpierają i sama już nie bardzo wiedziałam... Ale agumenty przeciwników (których jest zdecydowanie mniej) wydają mi się bardziej nieścisłe i takie jakieś naciągane - ale musiałabym dorwać jakiegoś, hmmm, biologa molekularnego (?) i zapytać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli chodzi o mikrofalówki, to jakiś czas temu czytałam, że jedzenie w ten sposób podgrzewane/przyrządzane ma trochę inne właściwości, bo cząsteczki wody podgrzewane są w sposób trochę "nienaturalny". Ile w tym prawdy - nie wiem, nie jestem fizykiem ;) Myślę, że tak naprawdę nikt nie wie jak to jest do końca.

    Jeśli zależy Ci na tym, aby nie tracić smaku warzyw, ryb czy mięsa, to zdecydowanie polecam gotowanie na parze. Szczególnie warzywa wychodzą wyjatkowo smaczne - smak nie wypłukał się w wodzie razem z witaminami i zużywa się zdecydowanie mniej soli i przypraw, co odkryłam gdy sama zaczęłam tak gotować kilka lat temu.

    OdpowiedzUsuń
  9. No właśnie też takich bzdur naczytałam, że to "nienaturalne" i zmienia właściwości jedzenia, w związku z czym musi być niezdrowe... Tylko nikt nigdzie dokładnie nie wyjaśnia, o co konkretnie chodzi, a jakoś nie chce mi się samej przebijać przez stary artykuł z "Lancetu"...

    Gotowanie na parze jest fajne zgadzam się, ale mniej praktyczne - więcej czasu, więcej zachodu, trudniej przyprawić i zdefinicji jest ograniczone do gotowania właśnie, a ja w mikrofali "piekę" i "zapiekam" na przykład.

    OdpowiedzUsuń
  10. W sumie to nikt nigdzie nie udowodnił, że jedzenie z mikrofalówki jest niezdrowe. Jest inne i ma inne właściwości.

    Co do gotowania na parze - zależy chyba co się robi. Ma to ten plus, że można zostawić jedzonko, które przygotowujemy w garnku i nie martwić się o to, że się przypali. Bardzo dobrze się też odgrzewa w ten sposób np. pierogi, gołąbki, knedle, itp. Oczywiście ma ten minus, że mięso można przyrządzić praktycznie na 1-2 sposoby i poza to się nie wyjdzie (zawsze posypuję ryby/drób Vegetą lub Warzywkiem z obu stron, smakuje doskonale, jednak po pewnym czasie - monotonnie). Od razu może uprzedzę, że halibut z pary smakuje okropnie, w przeciwieństwie do łososia czy pstrąga.

    A udało Ci się przyrumienić jedzenie w mikrofalówce? Np skórkę kurczaka?

    OdpowiedzUsuń