Strony

niedziela, 15 maja 2011

Królestwo Niderlandów i święta [inne]

Landelijke Fietsdag

Ogólnonarodowy Dzień Jazdy na Rowerze. Obchodzony w drugą sobotę maja. Jakiegoś specjalnego poruszenia z tym związanego nie zauważyłam - oni to mają na co dzień, więc chyba ich nie rusza. To tak, jakby Polacy obchodzili dzień narzekania.

Nationale Molendag

Narodowy Dzień Młynów - w sensie, że zarówno wodnych jak i wiatraków. W zasadzie jest to cały weekend, konkretnie drugi weekend majowy, więc przeważnie zbiega się w czasie z dniem rowerowym. Z tej okazji młyny, które biorą udział w świętowaniu, kręcą się (większość z nich jest w stanie spoczynku, więc na co dzień skrzydła wiatraków pozostają nieubrane i nieruchome). Organizowane są imprezy dodatkowe jak np. koncerty, wystawy, targi, pokazowe pieczenie chleba itp.
Wiatraki są stałym elementem krajobrazu, atrakcją turystyczną, jedym z pierwszych stereotypowych skojarzeń każdego turysty. Mają nawet swoją prywatną bazę danych i wyszukiwarkę. W końcu dzięki nim, Holandia jest Holandią: ponad 1/4 kraju to obszar depresyjny, w związku z czym znaczna część lądu to tzw. poldery - ziemie wydarte morzu, niegdyś zalane wodą, a obecnie osuszone. Nazwa co drugiej ulicy kończy się na wijk albo dijk lub coś podobnego, co oznacza rów, kanał, groblę i wszelkie możliwe kombinacje tychże. Popularny żart głosi, że Holendrzy z kanałami mają jak Eskimosi ze śniegiem: nie ma słowa, które w języku niderlandzkim znaczy po prostu kanał; są kanały - rowy melioracyjne; kanały, którymi odprowadzano wodę z obszaru przeznaczonego do osuszenia (to chyba właśnie dijk); kanały - trasy żeglowne; kanały - ulice np. główny pierścień kanałów w centrum Amsterdamu (grachten); itd.
Oczywiście dziś cały system trzymają przy życiu elektryczne pompy.
Co zadziwiające, jeszcze na początku XX. wieku system kanałów, grobli i tam stanowił także główny element obrony Niderlandów na wypadek inwazji. Plan zakładał, że w razie niebezpieczeństwa, Holendrzy w ciągu kilku godzin zatopią swój kraj, odpowiednio manipulując strategicznie rozmieszczonymi śluzami. Znaczy się: nie tak całkiem zatopią, tylko do wysokości 0,5 m. Co w zupełności wystarczyłoby, żeby zatrzymać piechotę albo kawalerię. Niestety w przypadku II wojny światowej, ze względu na samoloty, skuteczność tej metody się zdezaktualizowała...

Museumnacht

Podobno w tym tygodniu była Europejska Noc Muzeów. Amsterdam widać nie taki europejski, bo tutaj noc muzeów była w listopadzie (tak samo zresztą było w Kopenhadze, dziwne). Co w zasadzie nie robi mi żadnej różnicy, bo tutaj w każdy piątek muzea są czynne do późnego wieczora, a mając museumkaart i tak chodzę wszędzie za darmo (albo prawie).

4 komentarze:

  1. Znaczy Kraków jest podobnie europejski jak Amsterdam, bo ponownie organizuje noc muzeów w innym terminie, niż reszta kontynentu.
    A Twoja ekstra karta umożliwa Ci wchodzenie do van Gogha kiedy chcesz?? To jest taka rewelacja, ach :)!. No i Rijks. Jej, ja też chcę do Amsterdamu! Tym bardziej, że jak bylem, to Rijks było w remoncie i udostępniali tylko skromna część :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Kraków (plus kilka innych polskich miast) jest dużo bardziej europejski, skoro organizuje noc muzeów tylko tydzień później, a nie pół roku wcześniej/później.

    Museumkaart jest ważna w całej Holnadii przez rok, kosztuje 25 (do 24 lat) albo 45 (powyżej 24) euro i można na nią wejść do wszystkich muzeów w tradycyjnym znaczeniu tego słowa tzn. nie obowiązuje np. do Madame Tussauds i tego typu mniej konwencjonalnych centrów rozrywki (chociaż np. jest ważna w Centrum Nauki "Nemo"). Więc zdecydowanie opłaca się ją kupić, nawet jeśli przyjeżdżasz tylko na kilka dni.
    Podsumowując: tak, do Van Gogha mogę chodzić, kiedy mi się podoba, ale byłam tam dwa razy i sądzę, że mi wystarczy ;) chyba że oprócz stałej ekspozycji znowu będzie jakaś ciekawa wystawa czasowa - ostatnio był Picasso.
    3 lata temu byłam w Amsterdamie na wakacjach i wtedy Rijksmuseum było w remoncie, w związku z czym wystawa była niepełna. Od tego czasu nic się nie zmieniło, dalej udostępniają tylko część zbiorów. Ale rusztowania wokół ostatnio zniknęły... Chociaż możliwe, że tylko czasowo ze względu na imprezy organizowane przy Museumplein z okazji Dnia Królowej itp.

    OdpowiedzUsuń
  3. No ja na wakacjach bylem w tym roku i chętnie bym jednak zobaczył resztę kolekcji. Nie rozumiem, czemu wywiesili chyba wszystkie sceny marynistyczne, zamiast jakoś bardziej przekrojowo swoje zbiory prezentować. No ale jest Straż, jest dobrze :). Van Gogh natomiast niesamowicie mi sie spodobał i chętni bym powtórzył, nawet bez Picassa. Z picassem chętniej. A do "Nemo" w ogóle nie zdążyłem, i tak przeze mnie prawie byśmy z portu nie zdążyli wypłynąć ;). Może znajdę jakiś prom Cardiff-Amsterdam na wakacjach...

    OdpowiedzUsuń
  4. Obawiam się, że sceny marynistyczne stanowią dość dobrą próbkę - jeśli priorytetem ma być prezentacja rozmaitości artystów, a nie tematów, i skoro wszyscy artyści malowali morze... ;) Taki kraj i taka historia. No, czasem powinna się znaleźć jakąś martwa natura albo portret zbiorowy, ale i tego przecież nie brakuje :]

    "Nemo" polecam, chociaż może niekoniecznie w pierwszej kolejności, ale jest to coś innego, co warto zobaczyć. I statek "Amsterdam", który tam cumuje, przy okazji też.

    OdpowiedzUsuń