- przegoniłam na rowerze siebie z zeszłego roku // było prawie 800 km na liczniku, a niedawno dobiłam do 1000 km
- siniaczki z mojego kolana już zeszły, zadrapania też już prawie // ale założę się, że te tory tramwajowe dalej się nie pozbierały
- następnego dnia po tym, jak ja i mój rower skopaliśmy tyłek owym torom, ptaszek narobił mi na spodnie // rowerowi się tym razem nie oberwało
- raz podczas burzy wiatr otworzył i zamknął drzwi z kuchni na balkon // efekty (także dźwiękowe) jakby ktoś wrzucił kamień przez szybę
- nowy akademik, który buduje się naprzeciwko, ma już okna, a nawet i balkony, a dwa kolejne obok też już się wykańczają // jak się wprowadziłam, kopali dopiero pod fundamenty
- Amsterdam okazuje się środkiem ciężkości Europy // pokazują się ludzie, z którymi nie miałam okazji spotkać się w Polsce
- ilość uroczystych imprez, na których mam się stawić, rośnie w zastraszającym tempie // ale to b. miłe w sumie
- najnowszy HP jest taki se // po zaskakująco dobrej części 7.1 spodziewałam się czegoś lepszego
środa, 20 lipca 2011
Update
Wiadomości z ostatniego miesiąca:
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Myślałem że chodzi o nowy laptop HP, a ale rozumiem chodzi o film. Oglądnąłeś HP? Ja zatrzymałem się na drugim, albo pierwszym chyba. Fajny maraton można by zrobić ze wszystkich części.
OdpowiedzUsuń800km a 1000km, to trochę mało różnicy jak na rok pracy. ;) Musisz więcej jeździć, szczególnie poza miasto ;D No chyba że resetowałaś licznik, i wyszło 1000km w tym roku. To wtedy, gratulacje!
Witek
Tak, o "Harrym Potterze" była mowa :] Oglądałam wszystkie. Na najnowszą część wybrałam się do kina, bo po obejrzeniu poprzedniej naprawdę żałowałam, że tego nie zrobiłam i widziałam film tylko na komputerze.
OdpowiedzUsuńA maraton HP to bardzo dobry pomysł, bo widać, jak te filmy ewoluują: pierwsze dwa to takie bajeczki dla dzieci, dużo efektów, zabawy, błazenady, czarów itd; trzeci i czwarty są już trochę poważniejsze; a od piątego te filmy zaczęły mi się naprawdę podobać - zupełnie przeciwnie niż książki, które według mnie z tomu na tom się coraz gorzej czyta. Finał serii nawet nie jest zły jak na zakończenie tak obszernej sagi. Ale największe i najbardziej poytywne wrażenie zrobił na mnie poprzedni odcinek tzn. "Deathly Hallows" Part 1.
Z rowerem chodzi o to, że w zeszłym roku (od sierpnia do grudnia) zrobiłam niecałe 800km. W tym roku (luty - lipiec) nabiłam już ponad 1000km. Więc jak dla mnie całkiem nieźle :)
Ha, tez wreszcie spelnilem swoj obywatelski obowiazek i zobaczylem nowego HP. I przede wszystkim obawiam sie, ze mnie znuzyl - teoretycznie caly czas cos sie dzialo, ktos sie z kims bil, ktos przed czyms uciekal, ale zupelnie mnie to nie ruszalo :(. Za to wersja 3D wyszla nawet zgrabnie, obawialem sie, ze bedzie rzucanie przedmiotami z ekranu, ciagle spadanie itp., a tymczasem byl po prostu normalny film, tylko fajniej wygladajacy.
OdpowiedzUsuńA finalowa scena rzadzi - chcialbym tak wygladac w wieku 40 lat ;).
No i oczywiscie wybacz brak polskich znakow, uczelniana klawiatura :P.
O, moj komentarz znowu wyladowal w SPAMie :).
OdpowiedzUsuńJa nie wiem, jaką złą energię wysyła Twój komputer, że Cię przez to blogger klasyfikuje jako spamera :|
OdpowiedzUsuńCo do HP to miałam bardzo podobne odczucia: jedna wielka bitwa, z przerwami na małe questy i indywidualne pojedynki. Ale w sumie nie było źle - bałam się, że bardziej to wszystko rozciągną (jak to Amerykanie lubią na koniec każdej epickiej sagi). Jednak film się dłużył (mimo że czasowo wcale długi nie był) i trochę było scen i dialogów niepotrzebnych moim zdaniem, za to kilka innych mogli bardziej wyeksponować.
Poprzednia część była o niebo lepsza, ale też zupełnie inna.
3D nie było, złe, fakt, dyskrtene, takie jakie preferuję, nieprzyprawiające o ból głowy.
A bo tu w ogole malo co dziala na tym dziwnym komputerze z dziwnym systemem i dziwna przegladarka ;).
OdpowiedzUsuńWlasnie co do czasu trwania bylem mocno zaskoczony. Nie sprawdzilem wczesniej, ale uznalem, ze ponad 2 godziny przyjdzie mi w kinie spedzic, skoro to final, skoro dzielili film na 2 czesci itp. A tymczasem wychodze z kina, a tu wciaz jasno na dworze ;).
Inna sprawa, ze chyba przed obejrzeniem tej czesci nalezaloby sobie przypomniec poprzednia, bo jednak przyznam sie, ze az takim fanem nie jestem, by pamietac, co ten goblin z Gringotta robil w chatce nad morzem (i w ogole co to za chatka ;)).
Mysl o maratonie ze wszystkimi czesciami HP jakos mnie jednak przeraza :>
Chatka jakoś specjalnie ważna nie była - ot, miejscówka ;)
OdpowiedzUsuńAle taki maraton to na prawdę ciekawa opcja, pod warunkiem, że zbierzesz odpowiednią ekipę tzn. ludzi, którzy będą się przy tym naprawdę bawić - czy na poważnie, czy nie to już obojętne. Tylko chyba kilkudniowy musiałby być :D
Obstawiam, ze spokojnie uda sie w kole znalezc grupe ludzi, ktorzy chetnie przezyja taka podroz w czasie ;). W koncu jakby sie zastanowic, to jednak HP to kawal naszego dziecinstwa :).
OdpowiedzUsuńA ze czesci powstalo lacznie 8, to da sie to bardzo latwo podzielic na 2 podmaratony. I moznaby zrobic czekoladowe zaby do jedzenia!
No, 1000km, to ładnie. Gratuluje, i pobicia wasnego rekordu w następnym roku również życzę.
OdpowiedzUsuńCo do HP, to zainteresowałem się jak zobaczyłem zwiastun w kinie przed seansem Incepcji. To chyba była 6 cześć HP. Zrobił na mnie mocne wrażenie, swoją mrocznością i oczywiście niezłymi efektami specjalnymi ;)
Co do maratonu, to właśnie byłby hardcore, przy tylu częściach. Zabawa na conajmniej 2 dni (chyba że poważnie chcecie pobić rekord Guinessa), i jestem za (nie jestem fanem serii, ale kiedyś wyrobić sobie zdanie trzeba ;D
Witek