Karo: Pierwsi z naszego roku właśnie się obronili!Mina Marty - bezcenna.
eM: Ee, kujony.
Karo: No, Gosia raczej nie miała wyjścia, wiele czasu jej już nie zostało.
eM: A dlaczego?
Karo: No, bo przecież jest w ciąży i niedługo rodzi.
Poszłam dziś biegać. Wracając, zazwyczaj zatrzymuję się na schodach, żeby się porozciągać - schody, barierki, sporo miejsca i nikt nie przeszkadza, bo większość ludzi i tak używa windy. Jakiś chłopak wchodzi na 5. piętro (albo nawet wyżej), dźwigając dwie torby - może akurat winda się zacięła, nie wiem. Mija mnie, zatrzymuje się na podeście, zrzuca torby, wraca i coś mówi. Ściągam słuchawki (muzyka) i proszę, żeby powtórzył. A on, pyta grzecznie, z troską, czy wszystko ze mną w porzadku.
Wiem, że zazwyczaj po biegu wyglądam jak buraczek, ale dziś chyba musiałam przejść samą siebie...
:)
OdpowiedzUsuńTaa, ja też się ubawiłam - w obu przypadkach :)
OdpowiedzUsuńNo akurat Marta niegdys byla najlepiej zorientowana osoba, ale odkad ma Przyba... :P
OdpowiedzUsuńWłaśnie dlatego tym większe było moje zdziwienie na widok zdziwienia Marty :]
OdpowiedzUsuńAle sama się przyznaje, że jest tak zakochana, że świata nie widzi ;)