Strony

niedziela, 11 lipca 2010

Złoty środek

Msza święta; kazanie - nawet ciekawe: wariacja na temat przykazanie miłości i przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Ciekawe do momentu, w którym złapałam się na tym, że mam ochotę zadać pytanie; a potem następne; zapytać, wyrazić wątpliwości, podyskutować i dostać jakąś odpowiedź. A nie dało się.
Podobno głupcem jest ten, kto przyjmuje przekaz bezkrytycznie. Bo trzeba umieć rozpracować mechanizm, żeby go ocenić, docenić i coś z niego wyciągnąć. Ale jeszcze większym głupcem jest ten, kto na rozpracowaniu poprzestanie i na przykład nie pozwoli się sobie wzruszyć na Love story, bo dokłądnie zdaje sobie sprawę, jak ten film został skonstruowany i co takiego w nim siedzi, że powinien wzruszać.
I do tej pory ta reguła złotego środka wydawała mi się sensowna. Ale po dzisiejszym dniu zastanawiam się, czy nie ma - albo nie powinno być - od niej wyjątków...?
W tym wypadku ja takiego wyjątku nie potrafiłam (nie chciałam?) zrobić. Ale nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia - już dawno przestałam je mieć.

Wow:

3 komentarze:

  1. Śmieszne, bo ja po wczorajszym kazaniu u mnie w kościele w Lesku (też było o miksie Samarytanin + przykazanie miłości bliźniego) też chciałam iść do księdza. Właściwie nie podyskutować, bo zrozumiałam chyba jego kazanie, ale po to, bo użył głupiego zdania na rozpoczęcie, że ludzie nie potrzebują psychiatrów, psychologów, psychoterapeutów i wróżek, bo każdy ma receptę na szczęście w swoim sercu. Co do ostatniego się jak najbardziej zgadzam, to zastanawiam się czy ksiądz wiedział kim jest psychiatra. Bo o ile psychologowie mogą być kwestią dyskusyjną (słyszałam o wielu którzy nadużywali swoje stanowisko i zamiast prowadzić ludzi i uczyć jak być szczęśliwym, to ich od siebie uzależniali) to przecież psychiatra to jest zawód bezdyskusyjnie niezbędny. No. Się wyżaliłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też zrozumiałam - problem w tym, że zrozumiałam chyba aż za dobrze... Ale, jak mówię, magiczne-lekartstwa-na-wszytko, w dodatku podane w pigułce, przestały na mnie działać.
    A księdzu może się po prostu przypadkiem wyrwali ci 'psychiatrzy', siłą rozpędu i skojarzeń...? Bo jeśli to było świadomie, to przykre.

    OdpowiedzUsuń
  3. No własnie nie miałam odwagi iść się spytać. Może jeszcze jej nabiorę kiedyś. W końcu trzeba się rozwijać... Gotowe pigułki są chyba hmm... po to, żeby przemyśleć? Niestety rzadko jest możliwość rozmowy z "aptekarzem"... dlatego fajnie jest mieć kogoś innego do pogadania o danej sprawie. A nawet pogadać ze samym soba :P

    OdpowiedzUsuń