Anioła w Krakowiema - poza fantastyczną muzyką Abela Korzeniowskiego (który skomponował też np. świetny podkład do
Samotnego Mężczyzny) - takie właśnie kwiatki wycięte z filmowych dialogów.
Komentarz chyba zbędny :] Ale to dlatego, że siedzę chwilowo w Oświęcimiu i staram się wyobrażać sobie, że jestem przykuta do komputera. Jak wreszcie skończę tę pracę (albo ona wykończy mnie - kto wie, co będzie pierwsze) i ruszę w tournée po Polsce, to pewnie mi się odmieni.
Ale za to z zalet tej polskiej rzeczyiwstości:
- nie musiałam sobie tym razem sama grzywki podcinać // ku pamięci: wsiadanie na rower po wizycie u fryzjera skutkuje fryzurą à la Aniołek Charliego
- à propos roweru: jeszcze gleby nie zaliczyłam, chociaż przyzwyczajenie się do kontry idzie mi powoli // a bilans ogólny wychodzi na korzyść Holandii tzn. rower mam tu niby lepszy, ale drogi gorsze i kierowcy także :/ chociaż Oświęcim zaskakuje, bo już spore odcinki da się przejechać po ścieżkach rowerowych
- Oświęcim zaskakuje i pod innymi względami: wybudowała się tu biblioteka z prawdziwego zdarzenia, taka że naprawdę aż miło // 1) szkoda tylko, że zawartość póki co wciąż stara; chociaż byłam pod wrażeniem, kiedy zobaczyłam na półce kilkanaście tomów Świata Dysku - w innych bibliotekach zazwyczaj wszystkie Pratchetty są wypożyczone, nieważne ile kopii by było na stanie; przestałam się dziwić, kiedy skonstatowałam, że te książki stały sobie w dziale dla dzieci - nic dziwnego, że stały, skoro dorośli pewnie nie wpadli na to, żeby ich tam szukać... 2) już chciałam się tam wyprowadzać w ciągu dnia, żeby pracować spokojnie, ale wifi jeszcze nie mają...
- wiem, że się powtarzam, ale powiem to raz jeszcze: wanna to taki mały luksus, którego człowiek nie docenia na co dzień // mieszkanie w akademikach na dłuższą metę jest męczące - ja nie wiem, jak niektórzy to robią, że po dziesięć lat tam potrafią spędzać
- kosmetyki o zapachu czekolady powinny być ustawowo zabronione // da się ich używać, ale pod warunkiem że ktoś ma skłonności masochistyczne
- tradycyjny obiad w postaci ziemniaki+kotlet+surówka, za którym normalnie nie przepadam, kiedy się go jada raz na parę miesięcy, smakuje jakoś lepiej // tak samo zresztą jak polskie piwo, które chwilowo jest miłą odmianą, ale jak zwykle po kilku tygodniach mi się znudzi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz