Naukowcy twierdzą, że osoby regularnie spożywające gorzką czekoladę (chociażby tabliczkę tygodniowo), są bardziej skłonne do depresji niż te, które spożywają ten przysmak od przypadku do przypadku.A gorzka to moja ulubiona.
Obok białej.
I mlecznej.
I Studenckiej (w każdym wydaniu).
No dobra... uwielbiam wszystkie...
Ale zjadam tygodniowo tę tabliczkę gorzkiej czekolady (między innymi, bo zjadam tygodniowo kilka, ale w tym przeważnie i gorzką - zwłaszcza przybywając u rodziców, bo miłość do ciemniej czekolady jest u nas rodzinna). I że niby należy się o mnie bać, bo z tego powodu będę nieszczęśliwa? Raczej nie...
Jeśli już grozi mi depresja, to z powodów zupełnie innych, ale chwilowo się nie zapowiada.
Chwilowo wiosna w każdym możliwym aspekcie.
Park Jordana także wiosenny. Ostatnio bardzo często tam bywam. Nie liczę oczywiście, że przed maratonem kilka razy w tygodniu przebiegałam przez niego w drodze na Błonia i z powrotem. Ale albo ćwiczenia przeniosą się z dusznej saliw Collegium Physicum pod gołe niebo, albo się wybiorę na spacer sama lub z kimś.
Pisałam, że w Kopenhadze widok biegacza popychającego sportowy wózek dziecięcy nie był niczym niezwykłym i trafiał się codziennie. Gdy przyszła zima, zdarzyło mi się nawet zaobserwować łyżwiarza z wózkiem. Dziś, przechodząc, koło parku Jordana widziałam pana na rolkach z takimże właśnie sportowym dziecięcym wózkiem; a w wózku blond bobas sobie siedział i cieszył się przejażdżką. Podoba mi się taka moda.
Z tą czekoladą to niezły motyw. Ale może chodzi tu o to, że czekolada pomaga uwalniać endorfiny i następuje coś na kształ uzależnienia - człowiek dostaje mniej endorfin i od razu deprecha.
OdpowiedzUsuńSwoją drogą - bieganie działa podobnie jak czekolada (że uwalnia endorfiny)? bo wczoraj po bieganiu czułam się 1000 razy lepiej niż po... :-)
A to odkryłam już dawno. Biganie poprawia samopoczucie jak nic. Powiedziałabym nawet, że lepiej niż czekolada, bo na dłużej i nie masz potem uczucia, że tylko się objadłaś, ale że zrobiłaś coś konstruktywnego :)
OdpowiedzUsuń